środa, 18 lutego 2015

Sentymentalne, magiczne lata 90. | Od kiedy to lata 90. są minioną epoką?

Epoka naszego dzieciństwa staje się coraz bardziej odległa, mówi się o niej ogólnikowo zamykając ją w worek "lat dziewięćdziesiątych", które idealnie wyznaczają daty emisji serialu Beverly Hills, 90210 (1990-2000). Od kiedy staje się minioną epoką? Odkąd tacy jak my, czyli miliony maluchów chodzących wtedy w pampersach (edit: mama poprawia mnie, że w pieluchach, choć pampersy przybyły do Polski rzeczywiście w 1991) i składających dobrze fakty mniej więcej od 1995 roku, zaczynają tę epokę mitologizować. Tak jak nasi rodzice mitologizują lata 80, a dziadkowie 60. Nasza pamięć zbiorowa nie skupia się na chaosie politycznym, obyczajowym, który mogą pamiętać starsi, a podkreśla hasła takie jak "oranżadki na sucho", "nie płakałem na Królu Lwie", miałem worek dyskietek do Pegasusa, mama/babcia wołała mnie na obiad, wygrałem na "kto dłużej bez mrugania".




"Nasze pokolenie odbiera lata 90. jako odkreśloną skończoną epokę. Jak myślimy o roku 1999, to wydaje się on nam zupełnie inną rzeczywistością niż rok 2000. Nigdy nie będziemy postrzegać lat 2000-2010 jako odrębnej epoki, ale ale ludzie urodzeni w latach 1998-2004 znów tak samo będą mitologizować lata 2000-2010. To będą lata dystynktywne dla tego pokolenia. W naszych wyobrażeniach różnica miedzy rokiem 1999 a rokiem 2002 jest tysiąc razy większa, niż różnica miedzy rokiem 2002 a 2012. Dla naszego pokolenia wszystko co kojarzy się z dzieciństwem, jak choćby Pokemony, będzie się kojarzyło z 90-tymi, mimo iż większość świadomych wspomnień z dzieciństwa to są dla nas lata 2001-2004."
Filip Pietrek 

Dlatego w Internecie można spotkać wiele wypowiedzi kierowanych prawdziwym rozrzewnieniem: "My, dzieci lat 90., dorastaliśmy w czasach, w których po lekcjach gnało się na podwórko, żeby grać z kumplami w nogę, zbijaka, w „krowa daje mleko” albo w wywoływanie wojen w „państwach”. Zbierało się komiksy z gum do żucia, szklane kulki i karteczki, jeździło się na składakach albo BMX-ach bez kasku i miało się pozdzierane kolana. Podwórka pustoszały tylko wtedy, kiedy na Polonii 1 puszczane były japońskie kreskówki, albo kiedy nasze mamy zaczynały krzyczeć przez okna, że już jest całkiem ciemno i mamy wracać. I choć nie mieliśmy telefonów komórkowych, internetu (a często nawet i komputera), zamiast rolek były wrotki, a na wakacje nie jeździliśmy za zagraniczne obozy językowe, tylko na marne kolonie, lata 90. wspominamy z wielkim sentymentem." 

W wielu pismach kulturalnych pojawiają się serie artykułów pt. "Lata 90.", i tak Bartosz Żurawiecki napisał dla Dwutygodnika brutalnie "Lata 90. były dekadą frajerstwa, za które do dzisiaj płacimy.", a Max Cegielski powiedział "Mam wrażenie, że te lata 90. to jest jakaś mega porażka. Porażka polskiej inteligencji, artystów i polskich elit." Może porażka i wstyd polskiej inteligencji to kwestia otwarcia się na zachód, bo właściwie od lat 90. można mówić w Polsce legalnie o popkulturze i globalizacji. Mówi się, że to "popkultura zabiła Kurta Cobaina". Czyżby to masową kulturę (amerykańskie seriale i japońskie kreskówki) polska inteligencja miała tak ciężko trawić? Oczywiście to dywagacje bardzo polityczne, które my (przynajmniej w wersji sentymentalnej) możemy opuścić, bo nie były one elementem naszego doświadczenia lat 90. Nigdy nie spojrzymy na 90's jak na "porażkę". Wzbiera się w nas taki sentyment, mit słońca i spokojnego podwórka, że...




Czym się wyróżnia miniona epoka? Potrafimy serio zauważyć zachowania / rzeczy / przedmioty, które byłyby istotne i charakterystyczne tylko dla niej? Nie powtórzyły się w 2005, a tym bardziej w 2015? Żadne przyszłe dziecię nie uraczy się tym... no właśnie, czym?


Jakie wydarzenia kojarzą się z tą epoką? Od 1991 roku, w którym się urodziliśmy, w którym nastąpił rozpad ZSRR, rozpoczęły się wojny w Jugosławii, Macedonii. Trwały całą dekadę i przez te 10 lat absolutnie nie rozumieliśmy o czym to się mówi w tej telewizji, co to za operacja Pustynna Burza, jaka wojna domowa w Etiopii? Najpierw prezydentem był Lech Wałęsa, potem Kwaśniewski, ale nie bardzo interesowaliśmy się wtedy polityką, oprócz tego, że w końcu wstąpiliśmy do jakiegoś NATO (mieliśmy 9 lat, co nas to obchodziło?). W 1997 w telewizji obserwowaliśmy powódź tysiąclecia w dorzeczu Odry i wysyłaliśmy datki dla powodzian na zbiórkach w szkole, a nawet nie zauważyliśmy, że uchwalono Konstytucję RP. Pamiętamy za to głośne koncerty Michaela Jacksona (HIStory World Tour) i Jeana Michela Jarre'a. W 1997 żyliśmy tragiczną śmiercią księżnej Diany i pojawieniem się na światowych scenach młodziutkiej Britney Spears z "Ups, I did it again...". Papież Jan Paweł II był 4 razy na pielgrzymce w Polsce (1991, 1995, 1997, 1999) - może dlatego roczniki dziewięćdziesiąte są pokoleniem JPII? 

"Kroplą deszczu namaluję Cię... a potem długo sam w to nie uwierzę." 

Na świecie zyskała popularność muzyka grunge. Wszystko było grandżowe, ubrania, nastroje. W 1994 roku umarł Kurt Cobain, co sprawiło, że grunge stał się po prostu modny. Intensywnie rozwijała się też, spiesząc kroku po latach 70. i 80., elektroniczna muzyka taneczna i powstały gatunki takie jak trance, breakbeat, drum & bass, hardcore i... (kto by się spodziewał?) początki muzyki dubstep. Królowała tzw. muzyka eurodance (np. na Eurowizji?), był popularny house, a techno i pop to gatunki, których się nie wstydził. Co ważne, lata 90. przyniosły do Polski falę kultury hip-hopowej! 

Dokładnie w tej dekadzie narodziło się rodzime disco polo. Nazwę (polską odpowiedź na italo disco) wymyślił w 1993 roku były piłkarz, właściciel hurtowni kaset i założyciel firmy fonograficznej Blue Star – Sławomir Skręta. Przaśna muzyka podbiła serca polaków (co minutę 42 tys. Polaków słucha disco polo - donosi Polskie Radio). Podobno w promocję zespołów disco polo inwestowali liderzy gangu pruszkowskiego oraz mafii wołomińskiej (mafia też kojarzy się z 90's, nie?). W związku z tym mieliśmy też program Disco Polo Relax na Polsacie od 1995 roku, gdzie Shazza tańczyła do "Małe pieski dwa chciały przejść przez rzeczkę..." (btw. najnowszy teledysk Shazzy wygląda jak stworzony 20 lat temu, urocze czy straszne?). 

I właśnie w takim bałaganie gatunków kształtowały się nasze gusta muzyczne. Muzyka zawsze była dla nas ważna, dlatego nie zamierzam olać listy miliona wykonawców, których można tu wkleić. Mieliśmy szczęście poznawać MTV (alternatywna dla rosnących w siłę programów z disco polo) i trzeba przyznać, że była to prawdziwie muzyczna stacja. Nie kończyło się na „Coco Jambo” Mr. President czy „There is a Party” DJ-a BoBoNa bazarach było pełno kaset z napisami Dr AlbanAquaScooterCaptain Jack. Znaliśmy ScorpionsR.E.M.Modern TalkingU2Roxette, bo słuchali tego rodzice. Andrea BocelliEros RamazzottiEnya, bo często leciało w telewizji. Alanis MorissetteMary Jane BligeLenny KravitzPearl JamBackstreet BoysSpice GirlsGeri HalliwellMelanie C, bo o nich można było czytać na bieżąco, jak prenumerowało się POPCORN. Jennifer LopezRobbie WilliamsEnrique IglesiasRicky MartinChristina AguileraShakira - ich wszystkich chłonęło się tak samo jak brazylijskie i wenezuelskie telenowele. Britney SpearsSimply RedSavage GardenCherMadonnaMichael Jackson, a również powiew świeżości czyli EminemTupac Shakur, K-Maro lecieli na wspomnianym MTV. Sinéad O’Connor i Suzanne Vega słuchały trudne nastolatki. Natalie Imbruglia (marzeniem było mieć bojówki khaki, takie jak Natalie Imbruglia w teledysku "Torn"), Kylie MinogueGwen Stefani i No Doubt (a tak na poważnie, to nie odróżniało się wszystkich dziewczyn od siebie) znaliśmy teksty, bo były na tylnej okładce POPCORNU. VengaboysAce of BaseLou BegaShaggy - leciało na dyskotekach i było dołączane na płytach CD do gazet takich jak "Naj" i "Przyjaciółka". Guns N' RosesRed Hot Chili PeppersBlink-182The OffspringThe ProdigyGreen DayBilly JoelBryan AdamsBon JoviNirvanaMetallicaKurt CobainSoundgarden, jeśli było się na tyle alternatywnym. Jeśli było się mniej, to wszystkie te "nowości" poznawało się w nowym tysiącleciu. GarbageOasisNickelbackBloodhound GangThe Kelly Family (mieli chyba najlepszy merch na całym świecie, sama miałam z nimi bluzę...), 4 Non Blondes (na winylu!), AerosmithCéline Dion, bo Titanic. Toni Braxton, bo "Spanish Guitar" leciało na wolny taniec na dyskotekach szkolnych. Whitney Houston, bo tak. 

Z polskich wykonawców.. może się wydawać, że disco polo zagłuszyło rynek muzyczny, ale to oczywiście nieprawda. Big Cyc, bo w latach 90. wydali 10 pełnych albumów i 4 single! Nie sposób było o nich nie słyszeć. Kaliber 44PaktofonikaPejaLiroy - dla tych, którzy wybrali ortalionowy dres zamiast koszulek z Kelly Familly. Maryla RodowiczEdyta Górniak, Andrzej Piaseczny i Gabriel FleszarBajm i Varius Manx (z muzyką do "Młodych Wilków"!). Niezaprzeczalną bohaterką naszego dzieciństwa była Majka Jeżowska, dlatego sympatycznie się uśmiechnęliśmy jak nasz znajomy perkusista ruszył z nią teraz w trasę koncertową. Tak samo dobrze znaliśmy przeboje małej Natalii Kukulskiej, i nie był to obciach! 

Powstał też gatunek zwany Yassem, o którym wtedy nie mogliśmy mieć pojęcia, a teraz zasłuchujemy się, jak byśmy odkryli awangardę polskiej sceny. Za to piosenkę zespołu Farba "Chcę tu zostać" śpiewał cały autobus powrotny z kolonii.




Internet w weekendy wieczorami, bo wtedy taniej i nie przeszkadza w rozmowach. 

Fajnie, wprowadzono procesory Pentium, niektórzy rzeczywiście mieli Windowsa 95 i podłączenie do Internetu. Prędkość 33 kb/s, dyskografię Green Daya ściągałam przez eMule (taki alternatywny program p2p) w 2002 roku dwa tygodnie! Dodatkowo mogliśmy przegrać je na CD albo DVD i pożyczać sobie, wysyłać pocztą, kopiować w innych odtwarzaczach... kopiować! Nie wolno zapominać, że właściwie to była to era dyskietek komputerowych - mój pierwszy keyboard też był na dyskietki. 1,44 MB muzyki w midi i karaoke gotowe! A w tygodniu, kiedy nie było Internetu? Zostawał Pasjans Pająk, Saper na szkolnych komputerach. Kablówka, czy tzw. "satelita" (podobno szaleńczo rozwijała się produkcja telewizorów plazmowych, ale chyba nikt ich nie posiadał) i komórki. Raj. Nasi rodzice zaczęli dorabiać się masowo telefonów komórkowych, wielkich Panasoników z antenkami, aż w 2000 roku i my mogliśmy dostać premierowe Nokie 3310, które wysyłały i odbierały SMSy, a do tego można było w nich zmieniać grafiki i kupować je z tylnich okładek gazet za 1,28zł! Nokia miała kompozytora, wybieranie głosowe, gry, różne wygaszacze ekranu i wymienne obudowy... Tyle radości!




Pierwszym kanałem o zasięgu ponadregionalnym w Polsce był Polsat, założony 5 grudnia 1992. 

I tak właśnie w latach 90. w efekcie procesów koncesyjnych dostaliśmy też TVN (1995-1997) i kodowany Canal+ (potem każdy wujek był hakerem i kupował nielegalne dekodery). Wybór kanałów stawał się coraz większy, wybór filmów i programów do oglądania też. Po 1989 upadły kina studyjne, ale telewizja... Szaleństwo! Telewizory miały "gazetę telewizyjną", piloty posiadały specjalne przyciski do włączania tejże, można było znaleźć tam aktualny program TV, ogłoszenia matrymonialne, pogodę w całej Polsce i "dowcipy".

W telewizji był śmieszny Woody Allen, ale nie ze wszystkiego mogliśmy się śmiać (po latach świetnie odkrywa się drugie, trzecie, czwarte dno), jeszcze śmieszniejszy był Czarek Pazura. Pierwsze nazwiska hollywoodzkich aktorów, jakie wszyscy zapamiętali to z pewnością Kate Winslet i Leonardo DiCaprio ("Titanic"!), a zaraz po nich Julia Roberts i Nicolas Cage. "Kevin Sam w Domu" to oczywiście klasyk, ale jak ma na imię aktor odtwarzający główną rolę (Macaulay Culkin) zaczęliśmy interesować się dopiero w okresie dojrzewania, kiedy i on nie był urwisowatym ośmiolatkiem <3, a BRAVO nagłaśniało jego przygody z narkotykami. Dowiedzieliśmy się czym są narkotyki. Na lekcjach nauczania zintegrowanego odpowiadaliśmy na pytania związane z ulubionymi aktorami, a jako, ze prym wiodły komedie i kino akcji związane ze wszelakimi sztukami walk przeważnie wymienialiśmy nazwiska takie jak: Brad PittTom CruiseNicole KidmanPamela Anderson, bo "Słoneczny Patrol", Benny Hill, bo sobota przy obiedzie, Piotr Fronczewski, bo Rodzina Zastępcza. 

I tych nazwisk, które muszą kojarzyć się z latami 90. są setki: Andrzej WajdaRoman Polański, bo "szkoły przyjdą". Clint Eastwood, bo tata lubił westerny i jeszcze nie wiedział, że są spaghetti. Chuck Norris, bo strażnicy moralności byli w modzie. Marlon Brando z tego samego powodu.

"MacGyver", "Power Rangers", "Sabrina Nastoletnia Czarownica" i "Zbuntowany Anioł". Nieważne czy już należałeś do jakiejś subkultury (subkultury, taki wybór tożsamości!), czy byłeś po prostu grzecznym, normalnym dzieciakiem - nie mogły Cię ominąć te  godziny przed telewizorem. Mieliśmy "Wieczorynkę" o 19:00 i mnóstwo filmów familijnych o gadających zwierzętach. Bajki Walta Disney'a, ale i tak wszyscy woleli kultowe kreskówki Hanna-Barbera. „Tom i Jerry”, „Flinstonowie”, „Jetsonowie”, „Pies Huckleberry”, „Miś Yogi”, „Scooby Doo”. Poświęcone im były całe kilkugodzinne bloki na niektórych kanałach (na długo zanim kablówka zaczęła nadawać w Polsce Cartoon Network - w 1998 roku). „Krowa i Kurczak”, „Johnny Bravo”, „Atomówki” czy „Laboratorium Dextera”. Nie było lepszych. Noo, chyba że klasyki takie jak "Różowa Pantera", "Animaniacy", "Kulfon i Monika". Osobistym ważnym wspomnieniem będzie dla mnie nie "Król Lew" (1994) a "Pocahontas" (na VHS, 1995) i "Anastazja" (1997). Filip wskazuje znowu "Mulan" (1998) i "Toy Story" Pixara (wtedy jeszcze niezależnej wytwórni) z 1995 roku. "Kolorowy Wiatr"... i w ten sposób Edyta Górniak zdobywa serca wszystkich pięciolatek i trochę starszych dziewczynek w Polsce. 


"Czy wiesz czemu wilk tak wyje w księżycową noc?
I czemu ryś tak zęby szczerzy rad? 
Czy powtórzysz te melodie co z gór płyną?"



Telewizję zalała również fala japońskich kreskówek. Dla chłopaków na RTL 7 leciał „Dragon Ball”, dla dziewczyn "Sailor Moon" i Superświnka na TVNie. Mieliśmy kino walki i bohaterów - Xena Wojownicza Księżniczka codziennie o 16.00 w TV4. Serial Przyjaciele, Ally McBeall i Ostry Dyżur, których mama nie pozwalała oglądać razem z sobą (seks, przekleństwa, podteksty). Z mamą można było oglądać Dr Queen (1993 - 1998) z piękną Jane Seymour. 

Za to komedie i kabarety leciały w kółko. Ireneusz Krosny, pod koniec lat 90. słyszało się o "Teatrze Jednego Mima" całkiem sporo (analogicznie, zajrzyjcie sobie teraz do Teatru Jednej Miny, a co ;p). Mieliśmy możliwość oglądania "Gangu Olsena" (był kręcony od 1969, ale emitowany w polskiej telewizji w latach 90.), Allo, Allo!”. Był "Kosmiczny mecz", "Ręce, które leczą" i "Kochanie, zmniejszyłem dzieciaki" - ależ ogrom sentymentu. 

Odkąd tylko koncesje otrzymały telewizje, przyszły z nimi programy telewizyjne, show - np. „Idź na całość” prowadzony przez Zygmunta Chajzera. Kot w worku i "zonk" to powiedzonka królujące wtedy w szkołach. W 1992 roku na anteny trafiła „Randka w ciemno” (najpierw prowadził program Jacek Kawalec, potem zastąpił go debiutujący Tomasz Kammel). Leciały też rzeczy skierowane do dzieci w naszym wieku, „Ulica Sezamkowa” i "Tik-Tak", czyli programy, których bardzo nie lubiłam. Ciasteczkowy Potwór to fascynacja, której nie podzielam do tej pory z rówieśnikami. Tak samo Fasolki i ich piosenki. 

Osobiście nie byłam fanką sportu, ale jest kilka nazwisk, które odcisnęły się na dzieciństwie każdego 90's kid - Michael Jordan, bo telewizja, Adam Małysz (Sapporo, Hakuba, no i przyszła świetlana kariera w skokach narciarskich), Andrzej Gołota i Mike Tyson w 2000 roku (ale oczywiście na zawsze zapamiętamy, że to w latach 90.). Ronaldo strzelił wiele bramek, a Michael Schumacher zdobył swój pierwszy tytuł mistrza świata Formuły 1 (1994), więc te nazwiska dźwięczały przez resztę naszego dzieciństwa, bo po debiutanckich sukcesach był czas na następne.

Zastanawialiśmy się z Filipem, co sprawiło, że nasze dzieciństwo było inne niż dzieciństwo obecnych maluchów? Generacja Z, o której dokument zrobiła Hatalska, na której promuje się Samsung (Mistrzowie Kodowania), to dzieciaki urodzone sporo po 2000 roku, zagubione w wirtualnym świecie. Spotykają się ze znajomymi na działce w FarmVille, popołudnia spędzają na scrollowaniu setek stron internetowych, wszystkie mają tablety i telefony o klasę lepsze od mojego. Hm, różnice są chyba proste. Nie czuję, żeby moje pokolenie było tym żyjącym w globalnej wiosce, nie czuję żadnych cech wspólnych z tymi maluchami, które gardzą planszówkami i słuchają tylko Miley Cyrus, Seleny Gomez i... soundtracków z bajek 3D, albo nazywają się "beliebersami". 

Rzekomo my, urodzeni w latach 90., jesteśmy Generacją Y, także jedną z owych schyłkowych generacji (które mają więcej wad i problemów, niż zalet), ale o tym bardziej socjologicznym ujęciu to napiszę kiedy indziej. 

Nasze dzieciństwo było inne. 

Rurki z oranżadą sprzedawane w sklepikach szkolnych, pacułapki przylepiające się do sufitu i zbierające kurz, gumy-papierosy na sztuki, wielokolorowe długopisy, gumki do ścierania długopisu też, Lentilki!, radyjka ze światełkiem, które pakowało się do autobusu na wycieczki szkolne, The Sims 1 w które grało się u koleżanki, podróbki Nintendo Gameboy, pokrowce na drobniaki i dokumenty zawieszane na szyję, zabawki z Kinder Niespodzianki, gra telewizyjna na dyskietki, piosenki na kasetach magnetofonowych, tatuaże z chińskimi znakami i bransoletki na szyję, czyli tzw. tattoo chokery, pokoje całe w plakatach (ja miałam np. taki: KLIK), chrupki kukurydziane "Flipsy" do budowania / sklejania na ślinę, andruty do zabawy w kościół, Super Mario i "gra telewizyjna" z pistoletem na kaczki. W BRAVO normą były plakaty Metaliki, Bon Jovi'ego, Nirvany. Zakłady o to, kto pod choinkę dostanie Furby. Pegasus, czyli kolejna  podróba Nintendo i kartridże z setkami pirackich gier. Tetris niewyłączane przez tydzień, żeby pobić rekord taty! Plucie z długopisów (przezroczysty BIC, z którego wyciągało się wkład, żuło się kawałek papieru, upychało go do rurki...), poważnie obrzydliwe. ABC Przyrody w pytaniach i odpowiedziach na każdej półce, które było prawdziwym źródłem wiedzy o świecie. W co drugim domu prenumerowało się wydawnictwo Reader's Digest (wymowa przykładowa "ridżer dajger"). Po jednej z powieści  RD "Toksyna" Robina Cooka (wyd. 1997, przeczytanej w wieku 10 lat) przestałam na dłuższy czas jeść hamburgery. Tamagotchi i inne dziwne gadżety, jak np. plastikowe smoczki. Wszyscy prenumerowali przynajmniej przez jakiś czas "Świat Wiedzy" do segregatorów, wypożyczali kasety VHS i gromadzili je pod telewizorem. 





Zaczytywaliśmy się Małgorzatą Musierowicz, a lata 90. skończyliśmy prawdopodobnie premierowo z książką "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" w rękach. Mieliśmy miliony banknotów sprzed denominacji w 1994, miliony monet, dzięki którym zabawa w dom i sklep nabierała większego sensu. Robiliśmy zakupy w supermarketach "Sezam" i "Albert".

Zakładaliśmy zeszyty, tzw. "Złote Myśli", żeby zdążyła Ci się wpisać cała szkoła i w pośredni sposób poznać odpowiedzi na wiele nurtujących Cię pytań, jak np. "Czy już się całowałaś/eś?". Wpisy były przeróżne: od metryki urodzenia, numeru buta, ulubionego koloru, potrawy, przez najmilsze wspomnienia, po największe marzenia. W takich miejscach wypadało napisać coś w stylu „Marzę, żebyś ze mną kiedyś zatańczyła” albo „żebyśmy byli razem”. I bach, od razu się z sobą chodziło. 

Pierwszy McDonald’s w Polsce (nieistniejący dopiero od października 2014) otwarto w 1992 roku w Warszawie na rogu ulic Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej. W dniu otwarcia ustanowiony został rekord świata w liczbie transakcji, dokonano 13,3 tys. zamówień! Rekordowo zjeżdżały tam wszystkie wycieczkowe autobusy przez kolejną dekadę. 

Oczywiście wydarzyło się też wiele innych ważnych rzeczy, powstało wiele istotnych utworów, wartościowych wierszy, ale to są artefakty, które poznaliśmy jako pokolenie o wiele później. Nasze poznanie lat 90. to jednak błogi czas zabaw, a nie intelektualnego rozwoju. Uogólniam, ale tak to. 

Napisałam też kiedyś notkę o 4 zabawkach z dzieciństwa, które chciałam mieć, ale ich ostatecznie nie posiadałam. Zauważyłam, że właśnie na tym polega ta magia. Gdybym miała tamte zabawki, byłabym pewnie wiktoriańską panienką z dobrego domu, a moje dzieciństwo przypadałoby na lata 90., ale XIX wieku. Dlatego możemy mówić o sobie "90's kids", bo mieliśmy dostęp do tego... wszystkiego innego! :) 

Najgorszy wniosek po napisaniu tego artykułu: Boże, to było ponad 15 lat temu. 

PS. A Shuty jeszcze inaczej patrzy na "Dziewięćdziesiąte"... (klik do FKK #4) 


Kasia, Magda i... Filip Pietrek.






TVP: "333 popkultowe rzeczy... lata 90." w Qadransie Kultury

Gadżetomania: 8 cudów techniki z lat 90. 

Film.wp.pl: Lata 90. - najgorszy okres w polskim kinie 

Gazeta Wyborcza Warszawa: Wstydzimy się szczęk z bazaru. Co nam zostanie z lat 90. 

Filing, Galeria zdjęć: Czy jesteś pewien, że dorastałeś w latach 90.? 



EDIT: 

Wspominałam o bajkach Hanna-Barbera, ale rzeczywiście szczególna uwaga i sentyment należy się Flinstonom (w latach 1993-1998 serial emitowany był TVP2 w bloku dla dzieci od 2 do 6 roku życia, czyli dla nas <3). Do tego wspomniana w komentarzu Akademia Policyjna. Niesamowicie interesuje mnie to, czy w różnych częściach Polski możemy wspólnie mitologizować te "lata 90.", dlatego chętnie przeczytam, co u Was było na porządku dziennym, co oglądaliście, czego słuchaliście, czym się bawiliście.

wtorek, 17 lutego 2015

Polskie montażystki | sfeminizowana produkcja filmowa

Jakiś czas temu wpadłam na pomysł napisania notki-ciekawostki dookoła faktu, że w polskiej produkcji filmowej jest wiele kobiet… montażystek. Kiedy zaczęłam zgłębiać temat okazało się, że mogłaby mi wyjść z tego całkiem obszerna monografia i właściwie to czemu nie napisać pełnoprawnego artykułu? Artykuł pozwoliłam sobie odpuścić, ale informacjami i tak się dzielę. 

Magdalena Lankosz napisała w 2013 roku dla Wysokich Obcasów artykuł “Montażystki”, który rozpoczyna wspomnieniem o książce “Zawody filmowe”, wydanej w latach 60. w Polsce, gdzie pod hasłem "montaż" umieszczono notkę: "Zajęcie wymagające cierpliwości i zdolności manualnych, które posiadają kobiety, dlatego one najczęściej ten zawód wykonują". Okazuje się, że rzeczywiście prym w tym zawodzie wiodą kobiety - może i ze względu na niesamowitą wrażliwość, dobre oko i prawdopodobnie wspomnianą cierpliwość (godziny przy taśmie montażowej, godziny przy programie do montowania). To znowu odwołuje się do innego artykułu o cechach kobiecych i teorii ewolucji, gdzie naturalnym ewolucyjnym dziedzictwem kobiet było dostosowanie do zbieractwa ze względu na cierpliwość i zręczność właśnie (małe jagody, selekcja, precyzyjne posługiwanie się ręką, wydajność) - to dość zabawne, ale rzeczywiście ma przełożenie na rzeczywistość. 

Żeby skonfrontować pogłoski o ogromnej ilości montażystek w polskim kinie zajrzałam do listy członków Polskiego Stowarzyszenia Montażystów, która wyraźnie wydaje się być sfeminizowana. Wśród członków zasłużonych PSM są między innymi Agnieszka Małgorzata Bojanowska, Halina Prugar-Ketling, Lidia Zonn. Na stronie PSM jest też bardzo ciekawa seria wywiadów “O montażu przy kawie - zeszyty rozmów z polskimi montażystami”, gdzie do owych rozmów dały się złapać prawie same kobiety, w ten sposób można przeczytać m.in. Halinę Ketling Prugar i jej pogląd na montowanie, etc. O zawodzie montażystki opowiadała też swego czasu Agnieszka Glińska (po pracy przy filmie "Difret") dla Czwórki w Konturówce: 


“Kiedyś zawód montażysty był mocno sfeminizowany. Wymagał dużej precyzji i cierpliwości. Gdy nadeszła era komputerów, coraz częściej wybierają go również mężczyźni. Dziś reżyserzy bardzo uważnie wybierają montażystów, niektórzy zwracają uwagę również na płeć. Jednak wszyscy zgodnie twierdzą, że dobry montaż to przede wszystkim taki, którego nie widać.” 




Postanowiłam przybliżyć kilka krótkich biogramów polskich montażystek, żeby rozszerzyć świadomość jak wiele filmów, które mieliśmy okazję zobaczyć, to również ich dzieła. 

Lidia Zonn (urodzona w 1934 w Wilnie) to bardzo znana polska montażystka dokumentalna. W roku 1959 ukończyła wydział reżyserii PWSF w Łodzi, po czym pracowała z najwybitniejszymi dokumentalistami polskiej kinematografii, m.in. z Krzysztofem Kieślowskim i Kazimierzem Karabaszem, którego jest żoną. Wykłada w PWSFTviT w Łodzi. Montuje od 1960 roku aż do teraz! Listę filmów, które współtworzyła możecie zobaczyć na FilmPolski.pl, a wywiad z nią na stronie PSM, w serii “O montażu przy kawie - zeszyty rozmów z polskimi montażystami”. 

Agnieszka Bojanowska urodziła się jeszcze wcześniej, w 1931 roku. To kolejna montażystka z tych znanych najszerzej w latach 60., ale obecnych w polskiej produkcji filmowej do dziś. Jest członkinią Stowarzyszenia Montażystów Polskich, Polskiej Akademii Filmowej i wieloletnią członkinią Stowarzyszenia Filmowców Polskich. W 2007 roku otrzymała Nagrodę Stowarzyszenia Filmowców Polskich za wybitne osiągnięcia artystyczne, a od 2014 roku Agnieszka Bojanowska jest ekspertem Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Zmontowała ponad 350 filmów dokumentalnych, fabularnych, animowanych i eksperymentalnych. Wśród nich znajdują się m.in. filmy Bogdana Dziworskiego, Lidii Dudy, Jerzego Śladkowskiego, Ludwika Perskiego czy Ewy Borzęckiej.

Halina Ketling Prugar, najstarsza z nich, bo urodzona w 1929 roku, to montażystka takich filmów jak: „Nóż w wodzie” Romana Polańskiego czy „Człowiek z żelaza” i „Ziemia Obiecana” Andrzeja Wajdy. Członek Polskiej Akademii Filmowej. Jak sama mówi: 


“Ja montaż zawsze porównuję do pracy wydawcy książki, odpowiada temu angielskie słowo editor - tak się określa montażystę.
 Reżyser i scenarzysta nadają treść, tworzą opowiadanie, a montażysta musi to wszystko wygładzić, stworzyć jedną wersję filmu, najbardziej zrozumiałą dla widza. Musi nadać mu rytm i odpowiedni nastrój. Tak to sobie wyobrażam. Zajrzałam do encyklopedii, by sprawdzić co to jest montaż – napisano tam, że montaż to sklejanie dwóch ujęć. To nie ma nic do rzeczy, absolutnie.” 


Dorota Wardęszkiewicz montażystka urodzona w 1941 roku, wieloletni pracownik WFO w Łodzi, wykładowca PWSFTviT w Łodzi - montuje do dzisiaj, głownie filmy dokumentalne. Jej ostatnia praca to “Werka” z 2014. Lista zmontowanych przez nią obrazów na filmpolski jest przerażająco długa. Wygląda jak challange “do obejrzenia”, szczególnie dla sympatyków dokumentu. 

Katarzyna Maciejko-Kowalczyk (ur. 1948, zm. 2008) montażystka, autorka filmów dokumentalnych i fabularnych; fotografka, która była stałą współpracowniczką Marcela Łozińskiego, zmontowała większość jego filmów. Otrzymała wiele nagród za dokumenty które reżyserowała, a w 2009 r., na 49. Krakowskim Festiwalu Filmowym, otrzymała pośmiertnie nagrodę Prezesa Stowarzyszenia Filmowców Polskich dla najlepszego montażysty filmów dokumentalnych. Katarzyna Maciejko-Kowalczyk była matką montażystki Agnieszki Kowalczyk, operatorki Magdy Kowalczyk i operatora Jacka Kowalczyka. Jej mężem był socjolog Andrzej Kowalczyk. Niesamowicie filmowa rodzina! 

Jedną z bardziej znanych jest Milenia Fiedler (ur. 20 grudnia 1966 w Łodzi), która współpracowała z takimi reżyserami jak Andrzej Wajda, Janusz Majewski, Wojciech Marczewski, Jerzy Stuhr czy Janusz Zaorski. Uczy i doskonali się cały czas - ukończyła studia montażu na Wydziale Filmowym i Telewizyjnym Akademii Sztuk Scenicznych w Pradze. W 2005 roku uzyskała tytuł doktora sztuki filmowej, a w roku 2009 tytuł doktora habilitowanego sztuki filmowej. Jest także prezesem Polskiego Stowarzyszenia Montażystów. Trzykrotnie nominowana do Polskiej Nagrody Filmowej za najlepszy montaż. Skąd ją znamy? M.in. z “W pustyni i w puszczy”, “Nigdy w życiu!”, “S@motność w sieci”, “Tylko mnie kochaj”, “Och, Karol 2”, “Wałęsa. Człowiek z nadziei” (nominowana do Orła za najlepszy montaż), “Obywatel”, “Wkręceni”... i wiele innych. 


"Chce pani definicji? Ja bym powiedziała, że montaż to wędrowanie po świecie, który stwarza się w trakcie wędrówki. Montażysta, wędrując, nadaje każdemu elementowi tego świata miejsce. My nie montujemy obrazków, my montujemy znaczenia".
Milenia Fiedler 


Ewa Pakulska (siostra Jana Jakuba Kolskiego) to także montażystka, spod której ręki wyszedł np. film “Kogel Mogel”. Kolejna kobieta z rodziny z wielopokoleniową tradycją filmową. Jej pradziadek, M. Hendlisz, był właścicielem Theatre Optique Parisien - małego kina na ulicy Piotrkowskiej 15 w Łodzi. Pan Hendlisz to m.in. pradziadek Michała Pakulskiego (operator filmowy), pradziadek Jana Jakuba Kolskiego i Ewy Pakulskiej (reżyser, montażystka filmowa), dziadek Romana Kolskiego (montażysta filmowy) i teść Jana Kolskiego (dystrybutor, producent filmowy). Właśnie tej rodzinie była poświęcona wystawa historyczna o uroczej nazwie "100 lat Kinematografii Kolskiej". 

Wanda Zeman także jest obecna na naszych ekranach do dziś - urodzona w 1952 roku, zmarła dwa lata temu, zmontowała między innymi klasyki takie tak “Nigdy nie mów nigdy”, “RH+”, “E=MC2” oraz seriale: “Ojciec Mateusz”, “Pensjonat pod Różą”, “Wiedźmin”. 

Agnieszka Glińska (rocznik 1975) jest z kolei jedną z młodszych polskich montażystek. Nie mylić z Agnieszką Glińską aktorką, reżyserką, dyrektorką warszawskiego Teatru Studio i byłą kochanką Zamachowskiego! ;) Agnieszka Glińska (II) znana jest m.in. ze współpracy z Zanussim. Jej nazwisko pojawia się w takich filmach jak "Yuma", "Kret", "Matka Teresa od kotów", czy "Difret" w reżyserii Zeresenaya Berhane Mehari. Obecnie mamy premierę filmu “Polskie Gówno” przy którym pracowała, a wcześniej zmontowała m.in. “Wszystko, co kocham” (2009). 

Bardzo ciekawie o montażu mówi Ewa Smal, która z kolei odpowiedzialna jest m.in. za “Baby są jakieś inne”, “Wszyscy jesteśmy Chrystusami” oraz wiele innych: 


"Trzeba być dobrym obserwatorem. No i trzeba mieć mnóstwo cierpliwości: do materiału, do reżysera i do siebie też. Mnie zdarzyło się kiedyś montować jednominutową scenę akcji przez miesiąc. To jest takie dziwne uczucie, jakby świat stawał w miejscu. Mijają dni, tygodnie, a ja ciągle żyję tą samą minutą. Wie pani, montażysta tak intensywne wchodzi w materiał, że potem to mu się śni. Kiedy montowałam film po japońsku, miałam sny po japońsku. I nawet mnie to nie zdziwiło, tylko piekielnie denerwowało, że nic nie rozumiałam".


I okazuje się, że rzeczywiście w Polsce przy taśmie montażowej pracowały głównie kobiety. A wśród nich także… Hanna Kłoskowska (ur. 1944), Bogumiła Kłopotowska (kompozytorka i montażystka), Halina Usielska-Pełech, Hanna Skowrońska-Zbrowska (“Zróbmy sobie wnuka”, “Mów mi Rockefeller”, “Tulipan”, etc.) - często związane z łódzkim lub warszawskim towarzystwem filmowym, nierzadko również pedagożki. 

Stwierdziłam, że nie może tak być, że to tylko u nas tak zleca się montaż kobietom, że jeśli stoją za tym naturalne predyspozycje, to musi być tak na całym świecie. Czy natura działa w Hollywoodzie? Czy kino europejskie stoi kobiecym montażem? Moje poszukiwania zdają się dawać odpowiedź twierdzącą. Ikony światowego montażu to właśnie kobiety. 

Margaret Booth (ur. 1898 w Los Angeles - zm. 2002) – amerykańska montażystka filmowa nagrodzona w 1978 Oscarem za całokształt twórczości. Wcześniej, w 1936 otrzymała swoją jedyną w karierze nominację do Oscara za najlepszy montaż filmu “Bunt na Bounty”. W sumie pracowała przy montażu przeszło 50 filmów. Zmarła w wieku 104 lat. 

Thelma Schoonmaker (ur. 1940 w Algierii) to kolejna amerykańska montażystka filmowa, współpracująca z Martinem Scorsese przez ponad czterdzieści lat. Potrójna laureatka Oscara oraz wielu innych nagród, m.in. Złotej Żaby za Szczególną Wrażliwość Wizualną (2009). Wybrana filmografia to m.in. “Infiltracja”, “Aviator”, “Chłopcy z ferajny”, “Gangi Nowego Jorku”, “Wilk z Wall Street”, etc. 

Wspaniałą personą wśród amerykańskich montażystek była także oskarowa Dede Allen. Dede zajęła się montażem filmów w roku 1950 w Nowym Jorku (wcześniej zajmowała się realizacją reklam dla telewizji). Współpracowałaz wieloma znanymi reżyserami, w tym z Arthurem Pennem, Sidneyem Lumetem, George'em Royem Hillem, Paulem Newmanem, Elią Kazanem i Robertem Rossenem. Montując film " Bonnie i Clyde", Allen po raz pierwszy wykorzystała (wtedy nowatorskie, do dziś wykorzystywane) techniki takie jak dźwięk wyprzedzający obraz - ścieżka dźwiękowa danej sceny rozpoczynała się jeszcze przed jej rozpoczęciem. Zastosowała też krzywe cięcia, zanikający obraz i kilka innych technik, które w kinie zachodnim, w kinie za oceanem nie były tak oczywiste. Co więcej, była pierwszym przedstawicielem (a może nawet więcej warte jest to, że “przedstawicielką”?) swego fachu, którego nazwisko znalazło się w napisach czołowych, wraz z nazwiskami operatora zdjęć, scenarzysty i reżysera.

Gladys Pearl Monroe - kto by pomyślał? Mama Normy Jeane, czyli słynnej Marylin Monroe też była montażystką filmową. Urodzona w 1902 roku w Porfirio Diaz w Meksyku, w 1926 poczęła Normę Jeane Baker. Chciałabym podzielić się jej dorobkiem montażowym, ale niestety prawdopodobnie ilość jej rozwodów i potem bujna historia prywatno-publicznego życia jej córki przykryła samą filmografię, do której przyczyniła się Gladys. Może się też okazać, że "montażystka" to za wiele powiedziane, bo w literaturze częściej opisuje się ją jako "film cutter" a nie "film editor", co znaczyłoby jeszcze prostszą pracę manualną, polegającą jedynie na cięciu negatywów. Takie prace wykonywało się w pokojach do tego przeznaczonych, które były małymi "manufakturami cięć". Z drugiej strony mogła załapać się akurat do montażu filmów, gdzie absolutnie nikt nigdy nie zaznaczył jej nazwiska w napisach czy innych dokumentach. Takie czasy. 


ŻRÓDŁO: They Knew Marilyn Monroe: Famous Persons in the Life of the Hollywood Icon


1913. Pokój do edycji filmów i jego pracownice (z ang. “patchers” or “cutters"). 


Jednak oprócz tego w USA działało i działa wiele oskarowych montażystek, np. Barbara McLean, Kathryn Himoff, Carole Kravetz, Julie Sandra Davis, Blanche Sewell, Sally Menke (współpracuje z Quentinem Tarantino - "Pulp Fiction", "Kill Bill" i "Bękarty Wojny" to jej sprawka)... 

Ciekawą postacią wśród montażystek, ani Amerykanką, ani Polką (które zawładnęły powyższą listą) była Lilia Yuryevna Brik (znana jako Lili), Rosjanka, ur. w 1891, zm. 1978, muza Majakowskiego. Zwana również “muzą rosyjskiej awangardy”. Jest to jedna z postaci, które są dla mnie osobiście niesamowicie inspirujące. Żona poety i krytyka literackiego Osipa Maksimowicza Brika, z którym mieszkała na przedmieściach Sankt Petersburga, a ich mieszkanie stało się ostoją dla tamtejszej awangardy. Do tego związku dołączył młody futurysta Władimir Majakowski, który dedykował jej wiele utworów. Postać wpłynęła nie tylko na tych dwóch, jej osoba i jej teorie były inspirujące dla wielu pisarzy, artystów, reżyserów i.. montażystów (głównych przedstawicieli radzieckiej szkoły montażu), a byli nimi m.in. Alexander Rodchenko, Lev Kuleshov, Dziga Vertov, Sergei M. Eisenstein, Sergei Yutkevich, Viktor Shklovsky, V. Ivanov-Zhemchuzhnyj i wielu innych. 

W ten sposób mój mały artykuł stał się monografią nazwisk, które widzimy tylko w napisach (i to też nie od samego początku historii tego zawodu), bo montaż przecież w większości lubimy jak jest… przeźroczysty. 

A całą notkę dedykuję Natalii Olszańskiej, edytorce, montażystce naszego programu Filip Kontra Kraków, montażystce teledysku dżindżer projekt - krakow, a także wielu innych świetnych krótkich form, gdzie nie zawsze montaż jest niewidoczny. Życzę Ci, Nat, żebyś wpisała się do tej listy zasłużonych i uplasowała się gdzieś w napisach początkowych i końcowych w samych dobrych fabułach i jeszcze lepszych dokumentach.

Kryptoprzeźroczysta reklama: www.nataliaolszanska.pl 

Pozdrawiam, 
kam.! 





Inne miejsca, w które odsyłam: 

Cutting Women: Margaret Booth and Hollywood’s Pioneering Female Film Editors | Women Film Pioneers Project features silent-era producers, directors, co-directors, scenario writers, scenario editors, camera operators, title writers, editors, costume designers, exhibitors, and more to make the point that they were not just actresses.

PS. Dzisiaj jest DZIEŃ KOTA. Z tej okazji dodam, że montażysta Marcin Kot Bastkowski też jest członkiem Polskiego Stowarzyszenia Montażystów, ale o nim nie ma ani słowa w notce.

PS.2. Z okazji DNIA KOTA dodam też, że AGNIESZKA KOT (żona TEGO Tomasza Kota) też jest montażystką, ale o niej również nie ma ani słowa w notce.