środa, 24 grudnia 2014

Stacje radiowe oszalały | Świąteczna lista przebojów | Kto wie czy za rogiem?

Deszczowa, długa podróż samochodem do domu na święta. Z rozmownym kotem na siedzeniu pasażera. Driving home for Christmas. Już 10 km od Miasta Królów zauważyłam, że pendrive z moją muzyką zniknął (pewnie FPK zabrał go do domu, żeby zgrać Mars Voltę i nie zwrócił na miejsce), po aucie walały się tylko przesłuchane i zdarte już płyty (nie będziemy słuchać 6 godzin Comy, prawda kocie?), więc postawiłam na radio w trasie. Radia często słucham jak jeżdżę po mieście – krk.fm, Radio Kraków, Radiofonia (czyli RMF City), trójka i czwórka. Zawsze trafi się nowy kawałek, który pospiesznie muszę zapisać na telefonie, usłyszy się Clock Machine, Cinemona czy ostatnio Teddy’ego Jr albo własny kawałek (dżindżer projekt – krakow) i jest wtedy jakoś tak lżej, miło na duchu.

Wszelkie stacje radiowe na jakie można trafić w trasie z Krakowa do Węgrowa zazwyczaj obfitowały w top hity ostatnich tygodni, które wtedy podczas jazdy chętnie nadrabiałam. Ewentualnie hity ostatnich tygodni okraszone były hitami ostatnich dekad, do których zazwyczaj chętnie i głośno śpiewam, kiedy jadę sama (albo z FPK, albo z Niną). W tej trasie było zupełnie inaczej. Byłam zła i smutna na zmianę. Zdążyłam przeskakiwać przez około 30 różnych stacji radiowych (łącznie z lokalną stacją disco polo z Kielc, która zawsze wjeżdża na moje fale), nie zatrzymawszy się na żadnej piosence dłużej przez całe te 6 godzin podróży. Mało tego, radia puszczały niekończące się bloki reklamowe (3 minuty piosenki, 5 minut reklam, 4 minuty piosenki, 5 minut reklam), które ciągle się powtarzały. Z 45 minut skipowania wszystkiego co mi wpadało po drodze, co godzinę słuchałam pełnych wiadomości z Polski i ze Świata w każdym możliwym radiu, jakie było wychwycone na fali. Na dłużej zatrzymałam się przy rozmowie z Marylą Rodowicz o jej niezwykłej przyjaźni z Agnieszką Osiecką, szukaniu inżyniera na męża i małżeństwie z Andrzejem Dużyńskim (Program 1 Polskie Radio) – dzisiaj w dodatku była dalsza część tej rozmowy (13:10: Muzyczna Jedynka, a w niej wspomnienie o Joe Cocker'ze, a także druga cześć rozmowy z Marylą Rodowicz i Marią Szabłowską - autorkami książki "Maryla. Życie Marii Antoniny").

Konkluzja – przed świętami w radiu brak muzyki do słuchania. Wstyd przyznać, ale jedynie RMF Maxx było w stanie zaproponować mi kilka piosenek „do jazdy”, a oprócz tego usłyszałam: Wham – Last Christmas (9 razy), Mariah Carey – All I Want For Christmas Is You (9 razy), Shakin' Stevens - Merry Christmas Everyone (7 razy), Dean Martin - Let It Snow (7 razy), Melanie Thornton - Wonderful Dream (wiele razy), John Lennon – So This Is Christmas (wiele razy), Cliff Richard - Mistletoe and Wine (wiele razy) oraz dziesiątki ich polskich odpowiedników z Piaskiem, Wiśniewskim czy Farną na czele  (DeSu - Kto wie czy za rogiem – 15 razy) przeplatanych kolędami i pastorałkami w wykonaniu operowym i rozrywkowym, o tym, że jest taki dzień, trochę inny i grudniowy, czas zimowy,  i tak dalej. Byłam przerażona, wycieraczki pracują, bo deszcz nie przestaje padać, śniegu brak, radio nie gra niczego obiektywnie słuchalnego i niewprowadzającego w ów świąteczny nastrój.


Ohio: Zanesville Times Signal ~ 1926.12.12


Dlatego postanowiłam podzielić się autorską świąteczną playlistą. W moich głośnikach w te święta lecą poniżej wymienione piosenki. Nie włączę już radia przez najbliższe dwa tygodnie. Czekam do karnawału, kiedy każde radio włączy swoją listę „top 10 80’s hits”, „70’s, 80’s, 90’s”. Oprócz tego, że katuje mnie w domu Radio Zet – co godzinę ta sama piosenka, co tydzień ta sama playlista, co miesiąc ten sam zestaw przeplatany JAKIMŚ hitem, np. Hozier – Take me to the Church*, który w otoczeniu Eneja, Avicii i Calvina Harrisa zupełnie traci swoją moc.

Ustaliliśmy z Filipem, że dużo sensu ma słuchanie muzyki całymi albumami, stąd polecam sześć pełnych długogrających płyt na te święta:

1. Chet Faker - Thinking in Textures (28:50)
2. Kings of Convenience - Declaration of Dependence (45:50) 
3. Amelie – Full Soundtrack (1:00:08)
4. London Grammar - If You Wait Deluxe (1:32:20) 
5. Damien Rice - My Favourite Faded Fantasy (50:36)
6. Stromae - Racine Carré (45:29) 


Do tych sześciu dodaję update – jeszcze 4 albumy, które dostałam dziś w prezencie urodzinowym od Mikołaja (Mikołaja K., nie świętego), czyli składanka Pure… Disco / Funk (2010) od Sony Music! (pod linkiem macie listę kawałków, możecie posłuchać). To łącznie 10 płyt, to łącznie wiele godzin muzyki – powinno wystarczyć do Sylwestra i nowych, karnawałowych składanek. Pierwsze sześć albumów charakteryzuje się tekstami „w punkt” (no, oprócz Amelii która jest świetnym instrumentalnym tłem świątecznej krzątaniny), a są dość różnorodne gatunkowo. Kolejne 4 są spójne gatunkowo, oferują za to różnorodność tekstów i konwencji, świetne w trasę, akurat na drogę powrotną**! J


Wesołych Świąt Wam, kochani! Ja zawijam się w nowy kocyk od Nat, pomysły na przyszłe notki zapiszę w super notatniku od Surz, no i zbieram siły na pracę po świętach. Niebawem napiszemy więcej, co się kroi. Trzymajcie się ciepło, bierzcie magnez i witaminę C! 

kam. 


*Obecnie numer jeden na liście przebojów (nawet) Radia Zet, jest godzina 22:10 a słyszałam go już od rana 8 razy.

** Będę wiozła ludzi z BlaBlaCar, gdzie jestem już ambasadorem! J Mam nadzieję, że będą podzielać moje zamiłowanie do disco i funka.


*** Święta na facebooku obfitują za to w podsumowania „Twojego roku” i setki nieestetycznych zdjęć jedzenia – chyba też muszę dać kontrę na ten stan i wstawić coś estetycznego. 

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Kamila Boruc (@kalietis)

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Kamila Boruc (@kalietis)

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Kamila Boruc (@kalietis)

sobota, 13 grudnia 2014

Playboy: Opowiadania | Biblioteczka

Po krótkiej przerwie od serii chciałbym się z wami podzielić propozycją książkową. Niemal rok temu dostałem niezwykłą pozycję od Kamili, wiele czasu zajęło mi przeczytanie jej od deski do deski, wreszcie musiałem uporządkować bieżące sprawy, zanim usiadłem do tej recenzji/relacji.

Opowiadania Playboya to doskonała selekcja krótkich form napisanych dla amerykańskiej wersji tego ekskluzywnego magazynu dla panów na przestrzeni kilku dekad. Najstarsze z opowiadań zostało opublikowane w numerze 9/1954, najmłodsze ze zbioru sięgają lat 90-tych. Samo wydanie jest warte uwagi. Tomiszcze w twardej oprawie liczy sześćset stron dobrej amerykańskiej prozy. Okładka jest jednolicie czarna, jedynie złote litery i charakterystyczny font informują nas, że mamy do czynienia z produktem dla koneserów. Tak przynajmniej wygląda oficjalna marketingowa linia tytułu Hugh Hefnera. Oryginalny zbiór ukazał się w roku 1994, polskie wydanie, które trzymam w ręku wypuścił w 1996 roku poznański Rebis.




Na początek krótki i niewystarczający akapit dygresyjny: związki Playboya i dobrej literatury są oczywiste dla wszystkich, którzy interesują się amerykańskim piśmiennictwem. Już pierwszy numer magazynu, ten z roznegliżowaną Marilyn Monroe, zawierał m.in. opowiadanie Conan Doyle'a o Sherlocku Holmesie. W latach pięćdziesiątych dobrą prozą interesowali się mężczyźni, do których Playboy trafiał i których kreował, dla których był wyznacznikiem stylu. Hedonizm, ale pełen gustu, klasy, smaku, hedonizm z umiarem. Kwestię czy brakuje dziś takich mężczyzn pozostawiam Czytelnikom.

Wróćmy do treści. Z racji rozpiętości czasowej (lata 50-te - lata 90-te) ciężko wskazać Opowiadaniom jakąkolwiek linię przewodnią. Bohaterem zawsze jest mężczyzna, a punktem ciężkości zawsze męska tożsamość, choć niemal nigdy nie wyraża się to expressis verbis. Książka zaczyna się jazzem, tym pierwotnym, czarnym i bardzo brutalnym. Potem są młodzi żonkosie, hippisowscy autostopowicze, podstarzali biznesmeni, przemytnicy, ludzie sukcesu i chłopaczki z rancza.

Jakiej jednak plejady bohaterów spodziewać się, kiedy plejada autorów jest tak świetna. Dla Playboya pisali najlepsi, a na pewno najdrożsi: Philip Roth, Jack Kerouac, John Updike, Gabriel Garcia Marquez (z genialnym Najpiękniejszym topielcem świata), Jorge Luis Borges (świetny Nieznajomy), Isaac Bashevis Singer czy Haruki Murakami (Drugi atak na piekarnię). Spis treści książki wygląda jak wybór najlepszych pisarzy 2-giej połowy XX wieku.

Jeżeli jesteście fanami nowoczesnej literatury amerykańskiej - warto zafundować sobie tę książkę w ramach budowania własnej erudycji. Warto też przez chwilę poobcować z Opowiadaniami, choćby dla kilku tekstów, na przykład tych, przy których pozaginałem rogi kartek.

PS. Wiem, że dla większości z was to oczywiste, ale dla porządku o tym wspomnę - w książce nie ma prawie w ogóle pikantnych opisów, może jedna lub dwie sceny na 600 stron, kiedy "są momenty". Przykro mi, Chris, że się zawiodłeś, kiedy zostawiłem tę książkę na biurku w pracy.


#playboy #novel #coffee #goodnight

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Kamila Boruc (@kalietis)

#studio29przez2 #playboy #licencjat #dostawaksiazek #books #comparatistic #fiske

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Kamila Boruc (@kalietis)

#redhead #krakow #painting #art #studio29przez2 #playboy #books #dostawaksiazek #portrait #funky #afro

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Kamila Boruc (@kalietis)

FPK