środa, 6 sierpnia 2014

dżindżer projekt featuring TY | Nagrywamy pośmiertną płytę

Michael Jackson nagrał pośmiertną płytę z udziałem Justina Timberlake'a. Idąc za tym świetnym przykładem z góry postanowiliśmy zrealizować nasze dwa muzyczne marzenia:
  • stworzyć muzyczny kolektyw pełen dobrych dusz, naszych przyjaciół i muzyków, których podziwiamy,
  • nagrać producencką płytę, wyreżyserować ją, tworzyć całość z najlepiej wyselekcjonowanych części.


Specjalne zaproszenie i wiadomość możecie przeczytać poniżej:

"Kochani,

dżindżer projekt to coś czemu oddaliśmy serce, czas, umiejętności, nieprzespane noce i trochę pieniędzy. Mieliśmy w planach być nowym Sistars, grać na Open’erach i Glastonbury i mieli z nami robić wywiady Jools Holland i Artur Rawicz. Niespodziewanie, w środku trasy i przed nagraniem płyty, dżindżer projekt umarł śmiercią tragiczną.

Trzy lata istnienia zespołu, szczególnie w składzie Filip-Kamila-Ola-Bartek były niesamowicie rozwijające, przyniosły wiele dobrego dla każdego z nas. Zagraliśmy wiele koncertów dla przeróżnych publiczności, w wielu najróżniejszych miejscach/miastach. Nagraliśmy trochę materiału, większą część mogliście słyszeć tylko koncertowo, byliście i bawiliście się z nami. Ale to za mało.

Wydarzyły się pewne rzeczy, które sprawiły, że nie skończymy nagrywania “quick trip to the radio” tak, jak zaplanowaliśmy. Nasze priorytety pozostają jednak niezmienne. Są ludzie, dzięki którym nie zaczęłoby się to, co się kończy i nie będzie nic dalej - WY!



IDEA PROJEKTU:

Kam., Filip i Bartek wchodzą do studia i nagrywają pojedyncze tracki numerów, które mieliśmy wydać: perkusja, sample, syntezator basowy, saksofon, odrobina klawiszy. Powstaje w ten sposób zapis sekcji rytmicznej i harmoniczna podstawa. Kamila dogrywa swoje zwrotki i refreny.

Potem WY wchodzicie do studia. Słuchacie tego, co nagraliśmy i decydujecie się, gdzie chcecie dołożyć cegiełkę od siebie. Dogrywasz nam swoje solo, dogrywasz nam riff, dośpiewujesz chórek albo okrzyk, rapujesz lub recytujesz, wybierasz kawałek, w którym chcesz coś pomącić, czy poimprowizować. Grasz na gitarze elektrycznej, basowej, na congach, na łyżce i widelcu, na trąbce, masz kwartet smyczkowy albo całą orkiestrę w zanadrzu? Chcesz dograć nawet jedną nutkę? Wpadnij. Chętnie udostęnimy Wam premiksy nagranych podstaw, ale bardzo nas jara opcja improwizacji w studio :)

Co potem? Kamila selekcjonuje i wybiera to, co od Was dostaliśmy najlepszego. Robi sample, loopy albo wykorzystuje całe dogrywki. 

Inspiracją dla tego zabiegu będą Derek Vincent Smith, producent kryjący się pod nazwą Pretty Lights, który podobnie tworzy i kolekcjonuje dźwięki oraz początki istnienia dżindżera, idea spontaniczności i nieprzewidywalności w muzyce - życie. 

Płytę wydajemy non-profit i prawdopodobnie tylko w Internecie (chyba, że uda się pozyskać jakieś źródło finansowania). Autor każdego wykorzystanego sampla będzie oczywiście odpowiednio wymieniony, doceniony i wycałowany. Przynajmniej część utworów doczeka się teledysków wiosną 2015.

Wpadnijcie do Studia Centrum (adres podamy na dniach!) 26 i 27 sierpnia. Dwa dni na wspólną zabawę. Dajcie nam znać, o której i z czym chcecie wpaść, żeby nie porobił się bałagan:

dzindzerprojekt@gmail.com
Kamila 514 778 718
Filip 797 549 172




Do tej pory graliśmy z wieloma wspaniałymi muzykami, którym serdecznie chcemy za to podziękować! 

Najcudowniejsze uściski i wiele miłych wspomnień, ogromne dzięki dla Mikołaja Kasprowicza, Piotrka Golemca (bas na “we just want to be heard” EP), Harry’ego Palusińskiego, Michała Korwina-Gajkowskiego, Grzesia Sipiory, Andrzeja Czarneckiego, Wojciecha Krzysztofa Skowrona, Radka Żelaznego (bas w “four a.m.”), Michała Wójcika, Tomasza Knapika, no i ostatecznie dla Kuby Sieńczyka, wspaniałego basisty, z którym zagraliśmy kilka świetnych koncertów i stworzyliśmy “krakow” i “prague” oraz dla Emilki Skrzypiec, bez której chórków nasze ostatnie kawałki nie brzmiałyby tak dobrze. Dziękujemy Wam mocno za każdą Waszą nutę! 

dżindżer projekt to także wiele innych osób zaangażowanych w “dzianie się”. Dziękujemy Wam wszystkim najmocniej na świecie - Natalce Olszańskiej (montaż wszystkiego, filmowanie, po prostu bycie obok), Magdzie Lutek (wideo “krakow”, brak słów), Jackowi Głowackiemu (za pierwszy recording na setkę), Grześkowi Tomaszewskiemu i Rafałowi Szumnemu (za czuwanie nad naszymi ostatnimi nagraniami w Studio Centrum), Michałowi Biegańskiemu (kilka wideo-obrazków i dużo wsparcia), Dominice Filipowicz (za wiele zdjęć koncertowych i ujęcia do four a.m.), i całej Krakowskiej Scenie Muzycznej, Mateuszowi Samolongowi (odpowiedź na fanowską wiadomość i możliwość zagrania kilku wspólnych koncertów z Big Fat Mamą i MA oraz wiele cennych rad), Asi Placie (Crackow Dudni), Mirkowi Żakowi, Maćkowi Chochołowi (dwie super sesje zdjęciowe), Gosi Rawskie i Krukowi (za winyl, jeszcze nie raz będzie użyty), organizatorom koncertów, menadżerom klubów, wszystkim recenzentom i redaktorom, którzy o nas pisali, wspominali, udostępniali i pomagali w promocji. Dziękujemy wszystkim zaangażowanym w każdy z klipów, każdy z projektów, w każde z wydarzeń z naszym udziałem. Pozdrawiamy też muzyków z innych poznanych i zaprzyjaźnionych zespołów, z którymi udało nam się grać. No i wiadomo, przyjaciołom i rodzinie, którzy bywali na koncertach, oferowali pomoc, nocleg, zawsze dobre słowo i mają mnóstwo wiary w to, co robimy. Jak kogoś pominęliśmy to przepraszamy. Obiecujemy - nie zawiedziemy :)


“Nie mówmy o problemach, załóżmy że ich nie ma
Nie miałem takich marzeń jakie miewam w dni teraz (...)
Nie odpalaj komputera żeby Nas zapytać jak żyjemy
Żyjemy tak jak słychać, dajemy radę nie potrzebujemy rad
Gramy historie każdego dnia, nie potrzebujemy lat
Potrzebujemy miast, 
dwóch rąk w górze, 
potrzebujemy Was
Jeszcze raz!”

Rasmentalism - Wdech, wydech 


PS. Końcem roku ten materiał zagramy raz, premierowo, pożegnalnie na żywo (z Wami)."

Dzień publikacji tej notki to także druga rocznica premiery naszej pierwszej i jedynej EP "we just want to be heard". Od sierpnia 2012 zmieniło się wszystko - od generalnej wizji muzyki po brzmienie werbla - i traktuję to jako symptom rozwoju. "We just want to be heard" nie słucha nam się dzisiaj z łatwością i każdy z Was, kto sam tworzy, doskonale zna to uczucie. Jest to dla mnie powód do zadowolenia i znak, że idziemy w dobrym kierunku.

Poniżej kilka zdjęć z sierpnia 2012 roku. Sierpień 2012 był też miesiącem wielu podróży i zmian - m.in. Kamila założyła aparat na zęby ;) Zdejmuje za miesiąc.












Jeżeli ktoś chce sobie zafundować sentymentalną podróż do przeszłości zapraszamy na naszego bandcampa. Pamiętajcie, że na naszej dizajnerskiej stronie i zespołowym kanale youtube możecie znaleźć całą oficjalnie wydaną muzykę i klipy, merchant oraz szczegółowe info o wszystkim. Dużo tego nie ma ;)

Widzimy się 26 sierpnia i słyszymy cały czas.

FPK & kam. 

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Jak być lepszym mężczyzną w miesiąc

#livehacking

Nie znoszę życiowych poradników. Parskam śmiechem nad każdym tekstem z cyklu "Jak ożywić Wasz związek", "Zostań liderem w dwa tygodnie", "Sprawdzone metody motywacji", "Samorozwój dla opornych". Kiedy słyszę, że ktoś jest specjalistą od umiejętności miękkich to nie mogę się powstrzymać przed uniesieniem brwi.

Jest jednak jeden wyjątek, który absolutnie rozłożył mnie na łopatki. Jakiś czas temu natrafiłem na potężnego i świetnie prowadzonego bloga Art of Manliness, wokół którego utworzyła się już cała społeczność mężczyzn aspirujących do bycia staroświeckimi, wszechstronnymi dżentelmenami. AoM zainteresowało mnie wówczas bodajże świetnym artykułem na temat doboru marynarek i zostałem subskrybentem.




Dopiero po kilku miesiącach przyjrzałem się stronie bliżej i natrafiłem na dyskusję na temat "30 days challenge". Szybko się zorientowałem, że wszelkie cżelendże są bardzo popularne wśród użytkowników strony, ale 30 days to autorski oficjalny pomysł założyciela strony Bretta McKay'a.

Wyzwanie krok po kroku opisane jest w e-booku "30 Days to a Better Man", który wygląda bardzo gustownie i napisany jest w świetnym bajarskim stylu. Narrator to trochę taki fajny wujek, który zabiera nad jezioro i częstuje papierosami. Zachęcam do zapoznania się z konceptem: w skrócie pisząc, Brett zainspirował się postaciami z kanonu XIX-wiecznych amerykańskich mężów stanu i dżentelmenów tworząc zbiór cech, które uznał za najistotniejsze. Celem ułatwienia współczesnym nam facetom osiągnięcia XIX-wiecznego poziomu zajebistości skonstruował trzydzieści zadań na trzydzieści dni. I to jest trzydzieści rzeczy, które każdy facet powinien choć raz w życiu zrobić, poważnie. 

Zadania dotyczą każdej sfery życia: relacji z kobietami, naszej fizycznej kondycji, naszego stylu i bon tonu, social skills i zdolności manualnych. Nie mam pojęcia, co mnie przekonało do natychmiastowego zaufania Brettowi i bez czytania listy zadań wziąłem się za wykonywanie pierwszego. Może w rosnącym poczuciu, że nie ogarniam kolejnych wyzwań jakie daje życie, potrzebowałem przekonać się, że daję sobie radę z kolejnymi zadaniami i buduję swoją osobowość "prawdziwego faceta"? A może potrzebowałem się skupić nie na rzeczach, które "MUSZĘ", a na rzeczach, które "CHCĘ". Jakikolwiek był powód - 30 days dało mi mnóstwo energii, skłoniło do przemyślenia kilku spraw i świetnie się bawiłem.

UWAGA SPOILER

Prezentuję pięć wyzwań, które szczególnie zapadły w mojej pamięci. Wybór nie ma żadnego uzasadnienia, jest ich akurat pięć, bo gdybym mógł wybrać więcej, wybrałbym trzydzieści.

Jako że książka napisana jest po angielsku, będę wymieniał tytuły wyzwań w języku Lincolna.
  • Memorize "If"
Na początek wybrałem coś banalnego. Brett proponuje nauczyć się na pamięć ociekającego epickością wiersza Kiplinga. Po pierwsze dlatego, że zapamiętywanie poprawia "pojemność" naszej pamięci. Po drugie,  przy tym tekście przemowa Aragorna pod Czarną Bramą to jest kibicowanie w okręgówce. Po trzecie, są słowa, które warto sobie przypomnieć, gdy staje się przed stresującym wyborem.
  • Take a Marine Corp Fitness Test
Z innej strony - bieg na 5 kilometrów na czas, podciąganie na drążku i brzuszki. Wyzwanie prezentuje prosty test sprawnościowy rzekomo podejmowany przez marines w celu sprawdzenia ich ogólnej przydatności. Brett zamieszcza tabelę, za pomocą której możemy sklasyfikować swoją sprawność. Proponuję wykonać to zadanie z kumplem, frajda jest większa.

Ja się swoim wynikiem nie pochwalę, ale według tabelki Bretta na rekruta się nadaję ;)
  • Write a Letter to Your Father
To dla wielu młodych mężczyzn może być bardzo trudne zadanie. Jesteśmy w wieku, kiedy przestaliśmy się już na siłę dystansować od naszych ojców, a niekoniecznie jeszcze weszliśmy w relację, w której rozumiemy, że oni potrzebują nas tak bardzo jak i my ich. Zwłaszcza, że często nasi staruszkowie swoje nabroili, w dobrych czy złych intencjach. Chyba lepiej, by był to prawdziwy list, bo taki domaga się odpowiedzi dużo bardziej niż e-mail czy SMS. Mój tata był autentycznie wzruszony.
  • Talk to 3 Strangers
No cóż, w mojej pracy nie ma z tym najmniejszego problemu - codziennie rozmawiam z obcymi ludźmi z UK, Niemiec, Australii, Brazylii, Ukrainy i innych zakątków świata. Chodzi tutaj o zwyczajny small talk - z fryzjerem, taksówkarzem, ekspedientką, z gościem przy barze, z uczestnikiem koncertu, cokolwiek. Nie wiem na czym to polega, ale nigdy nie potrafiłem gadać z fryzjerami. Uwielbiam za to panie z osiedlowych monopolowych i taksówkarzy.
  • Get a Straight Razor Shave
Na koniec petarda, zadanie które wypadło w dzień moich urodzin. Brzytwy są generalnie bardzo drogie, a znalezienie miejsca, które świadczy usługę golenia brzytwą nie jest takie proste. Pomogli mi tutaj przyjaciele (:*), robiąc niezwykłą niespodziankę urodzinową. Co prawda ogolony na zero wyglądam jak 16-latek, ale warto było.

KONIEC SPOILERA

Na koniec chciałem się podzielić retorycznym pytaniem.

#gender

Dlaczego tyle frajdy daje nam (a przynajmniej mnie) robienie rzeczy, które są ekskluzywnie kulturowo zarezerwowane dla naszej płci? Takich rzeczy jest coraz mniej, ale wciąż wiązanie krawata, granie w piłkę z kumplami czy wymiana kół w samochodzie sprawia, że facet zaczyna świetnie czuć się w roli, jaką pełni (vel. jaką mu narzucono, jeżeli ktoś woli tak myśleć). Chciałbym, żeby wypowiedziały się tutaj też kobiety - mam jednak wrażenie, że wiele kobiet czując się "kobieco" (jakkolwiek to rozumieć), czuje się dobrze. 

Każda tożsamość jest wytworem kultury, ale stoi za nią zawsze potężny bagaż tradycji, wynalazków poprzednich pokoleń. Tożsamość to też pewnie w jakimś stopniu kulturowa interpretacja natury, czyli próba przełożenia biologicznych popędów na język zrozumiały przez zbiorowość. Psychologia mówi, że tożsamość zdrowa to tożsamość oparta na solidnych fundamentach. Może gdzieś w tym rozumowaniu kryje się odpowiedź na moje pytanie.

Oczywiście na koniec polecam subskrybowanie Art of Manliness. Jeżeli ktoś z Was weźmie na siebie 30 days to czekam na feedback.

FPK