wtorek, 25 listopada 2014

Kiedy powinno się zaprosić faceta na piwo 2/2

Po dłuższej przerwie wracam wreszcie do blogowania. Mam wiele historii, które chciałbym wam opowiedzieć, a powstrzymywały mnie bieżące zlecenia copywritingowe. Tymczasowo skończyłem z pisaniem treści sponsorowanych, ale z przyjemnością opowiem Wam kiedyś o tym doświadczeniu.

Pamiętacie, jak opisałem Wam historię Christopha, zakochanego Niemca? Jeżeli nie, to warto sobie ją odświeżyć tutaj. Dzięki pomocy dwojga przyjaciół (dzięki Monika, dzięki Andrzej!), mam dziś dostęp do tłumaczenia listu, który ten nieszczęśnik zostawił pod moją opieką. Możecie zerknąć na niego poniżej. 


                                                         

Według Andrzeja, tłumacza tekstu, list jest "do bólu niemiecki". To co w ogóle znaczy? Przyjrzyjmy się mu.

Droga X,

pomimo, że utkwiłem w Gliwicach na 60 minut, byłem spóźniony tylko 40 i, idąc na piechotę, zdążyłem jeszcze przed 11 przybyć na umówione miejsce spotkania.


Dalej Christoph pisze, że padł mu telefon i będzie go jeszcze próbował uruchomić. Ciekawe, co by powiedział Freud na tę skrupulatność w liczbach. Christoph informuje, że do 15:00 będzie dopytywał w hotelu (jaki to ma sens, skoro kobieta musiałaby się ze mną spotkać, gdyby przyszła na umówione miejsce?), następnie poszuka kafejki internetowej. Dalej ton jest jednak bardziej dramatyczny:


Znalazłem się teraz w tarapatach, ale w tych okolicznościach nie pozostało mi już nic innego, jak próbować jeszcze złapać autobus powrotny do domu, dzisiaj o 17-stej. Diabeł wie, gdzie w przeciwnym razie mógłbym spędzić noc.

Ekhem, przypominam, że jesteśmy hotelu. Swoją drogą czy właśnie nie jesteśmy świadkami małego passive aggresive szantażu emocjonalnego? Oddajmy głos Autorowi na ostatni akapit:

Ale im dłużej się temu wszystkiemu przyglądam, chaosowi, jaki się tutaj wytworzył, myślę że jeszcze raz wrócę do umówionego miejsca spotkania. Sensowniejszy pomysł – przynajmniej mnie – nie przychodzi teraz do głowy. Byłoby szkoda, gdyby wszystko poszło nie tak. Ale najpierw muszę zobaczyć, jak wyjdę z tej opresji i, jeśli nic innego nie da się zrobić, wrócę do domu dopiero jak spróbuję wszystkiego, nawet jeśli tutaj, bez możliwości kontaktu, będę musiał spędzić jedną noc pod gołym niebem.

To koniec, Autor zakończył list serdecznym pozdrowieniem (Liebe Grusse), w postscriptum zaznaczył tylko ławkę przy Sukiennicach, prawdopodobnie jako tymczasowy punkt oczekiwań. Krakau ugościł go na tyle dobrze, że nie musiał spać pod gołym niebem, spędził u nas bowiem noc lub dwie. Widziałem go później małomównego i uspokojonego, snuł się z miejsca na miejsce i po cichu zniknął. Przegapiłem moment, w którym powinienem go zapytać o jego historię, tak by pozwolić mu poukładać sobie to, co zaszło. Wszystko wydawało mi się wówczas po prostu zbyt creepy. Wybacz Christoph, powodzenia!

FPK

PS. Czy ten list jest "do bólu niemiecki"? Andrzej, chodziło Ci o to, że historia z poprzedniej notki wyostrzała apetyt, a po przeczytaniu tłumaczenia Czytelnik robi tylko "meh"?

poniedziałek, 13 października 2014

Muzycy, którzy nie cierpią swoich "najlepszych" kawałków | Artists Who Hated Their Biggest Hits

Sami doświadczyliśmy tego, że może się zdarzyć, że artysta po prostu znienawidzi swoje dzieło. Okazuje się, że wśród muzyków wielkiego formatu zdarza się to nagminnie. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że najczęściej utwór, którego artyści nienawidzą / wstydzą się / nie chcą go grać / przyprawia ich o mdłości... jest to akurat ten najbardziej kultowy w historii zespołu. Jak widać ukochane przez fanów hity nie zawsze muszą być ulubionymi samych muzyków. Ci którzy uczynili je sławnymi... nie zawsze czują to samo. Ciekawi mnie najbardziej fakt - kiedy to się dzieje? Po stworzeniu, po zagraniu, po nagraniu czegoś lepszego? Jak się znudzi, jak się ogra?






GunsN Roses - Sweet Child O Mine

Riff gitarowy z początku piosenki jest jednym z najbardziej rozpoznawanych na świecie, a Slash po prostu nie mógł go znieść. Mówi, że to przez to, jak kawałek powstał: "To był jakiś fuks, to miał być żart" przyznaje Slash. "Siedziałem robiąc głupie miny, udając idiotę, grałem sobie właśnie ten riff i wtedy Izzy zaczął grać te same akordy, które ja grałem, to samo bicie, ten sam rytm. No i Axelowi się spodobało. Nienawidziłem tej piosenki, bo była tak głupia... Nienawidziłem partii gitar. Teraz jest w tym więcej miłości, ale była szczera nienawiść".





Madonna - Like A Virgin

Madonna mówi, że nie może nawet patrzeć na to, jak śpiewa ten kawałek. "Nie jestem pewna czy w ogóle potrafiłabym zaśpiewać Holiday albo Like a Virgin jeszcze raz, kiedykolwiek" powiedziała podczas wywiadu dla nowojorskiego radia Z100. "Hmm, po prostu nie mogłabym - no chyba że ktoś mi za to zapłaci - jakieś 30 milionów dolarów czy coś w tym rodzaju". Madonna nie zdradza czemu nie chce już śpiewać tych utworów za żadne skarby. Kawałki niczego sobie, ale rzeczywiście ciężko sobie wyobrazić, że niemal sześćdziesięcioletnia Madonna (58 lat) śpiewa swoje "dziewicze" hity. "Z jakiegoś powodu dzieje się tak, ludzie myślą, że kiedy idziesz do restauracji albo na zakupy - marzysz o tym, żeby słyszeć swoje własne kawałki. Zazwyczaj puszczają Like a Virgin, a to jest ta jedyna, której nie chcę już słyszeć". Bardzo złe doświadczenia ma Madonna. Kiedy wchodzę do Galerii Krakowskiej nie słyszę na szczęście dżindżera.





Vanilla Ice - Ice, Ice Baby

Jak można znienawidzić swój JEDYNY hit, w dodatku na samplu od Queen i Davida Bowie? Vanilla Ice (właściwie to Robert Matthew Van Winkle), znany jako pierwszy - jeszcze przed Eminemem - biały amerykański raper, tak bardzo znienawidził swój kawałek, że w 1999 wdarł się do MTV, żeby zniszczyć oryginalne wideo i jakiekolwiek jego kopie. Niedługo potem odszedł na chwilę w zapomnienie. Jego kawałek po 9 latach od wydania, kiedy doczekał się teledysku (tego nieszczęsnego, który raper chciał zniszczyć), został okrzyknięty w rankingu VH1 i Blendera jako pięćdziesiąty z listy "50 Most Awesomely Bad Songs Ever". Już kilka lat później, w grudniu 2007, ten sam utwór uplasował się na 29. miejscu rankingu VH1 - 100 Greatest Songs of the 90's.





Led Zeppelin - Stairway To Heaven

Niby zawsze ma się dość, kiedy słyszy się początkującego muzyka brzdąkającego niepewnie na gitarze i grającego właśnie ten kawałek (opcjonalnie intro do Nothing Else Matters). Ale któż nie cieszy się, kiedy słyszy to w wykonaniu Led Zep? Z pewnością Robert Plant. "Wolałbym umrzeć w boleściach niż śpiewać ten kawałek na każdym koncercie. Napisałem ten tekst i piosenkę, wtedy miały ogromne znaczenie, tkwiła w nim jakaś konsekwencja, wtedy w 1971 roku. Ale 17 lat później? Hm, nie, to nie dla mnie." powiedział w 1988 w Los Angeles Times. Udawało się mu nie grać, między innymi podczas jednego koncertu w Londynie, kiedy zespół czuł, że publiczność chciałaby, żeby ten utwór został zagrany na bis, jako finał, Plant kazał gitarzyście (Jimmy Page) zagrać najdłuższą, epicką solówkę. Wybrał mniejsze zło. W 2002 roku Robert Plant zobowiązał się wysłać datek dla lokalnego radia w Portland, Oregon, które odmówiło puszczania piosenki “Stairway to Heaven”, o której sam mówił "pieprzona weselna ballada". 




Radiohead - Creep

Thom Yorke, wokalista i lider zespołu, stwierdził, że piosenka Creep jest w jego "Top 40 gównianych utworów" i stwierdził, że absolutnie nie chce jej wykonywać na żywo. Gitarzysta Jonny Greenwood podobno niecierpiał jej już w trakcie nagrywania, chciał sabotować piosenkę i uderzał w struny "strasznie ciężko", jak opowiadają muzycy, ale ostatecznie singiel ukazał się szerokiej publiczności. Yorke, podczas pierwszego większego, mainstreamowego koncertu zespołu w Montrealu, na życzenie fanów o zagranie "Creep" odkrzyknął "FUCK OFF, jesteśmy zmęczeni tym kawałkiem!". 





Bob Geldof - Do they Know it's Christmas? 

Trudno sobie wyobrazić także nienawiść do kawałka, który zjednoczył Michalea Jacksona, Stinga i Phila Collinsa. Utwór, który zgromadził na scenie 50 wykonawców... Raz do roku, jego twórca, irlandzki wokalista, autor tekstów piosenek, Bob Geldof, przeprasza za niego. "To jest jasne, pójdę do supermarketu, stanę oko w oko ze sprzedawcą mięsa, a ta piosenka będzie właśnie grała" powiedział dla Daily Mail. “Every f***ing Christmas.” Geldof czuje się odpowiedzialny za stworzenie dwóch najgorszych piosenek w historii. "Ta druga to We Are The World" mówi. No dobra. Racja. 





Miley Cyrus - Party In The USA

Miley trafiła na nagłówki gazet i portali plotkarskich, kiedy wściekła się, że w klubach gra się ciągle jej kawałek. "Dlaczego DJe grają mój kawałek w klubach, kiedy nie zagrałam jeszcze 80 tras koncertowych ani nie zaśpiewałam tej piosenki 10 bilionów razy? #overit" napisała na swoim twitterze. Zabroniła, zakazała, ależ groźba! "Irytuje mnie, że ludzie wchodzą na iTunes i słuchają mojej starej muzyki – tłumaczy Miley Cyrus. – Nie mogę tego wymazać i po prostu zacząć od nowa. Czuję się zupełnie odcięta od swojej ostatniej płyty, "Can't Be Tamed", nad którą pracowałam mając lat 16 albo 17. Teraz, jako 20-latka, nie znam już tamtej dziewczyny." W wypadku Miley ciężko jednak mówić o nienawiści do swojej piosenki, myślę, że była to swego rodzaju prowokacja. 

- Oh, czemu gracie mój kawałek po klubach? #overit

- Oh, Miley, bo jest wspaniały. #loveyou #geniusz #party 





Nirvana - Smells Like Teen Spirit

Cobain również zdradził w wywiadzie dla Rolling Stone, że miał wiele momentów, kiedy niepokoiło go granie tego kawałka. Czuł się zakłopotany, bo miał wrażenie, że wszyscy skupiali się tak bardzo tylko na tym jednym utworze, a nie na innych. Stwierdził, że chcąc nie chcąc się sprzedał. Stworzył coś, co jest "hitowe" i nie było mu z tym dobrze. Oj, Kurt, myślę, że przewracasz się w grobie słysząc zatem te wszystkie covery. 





Beastie Boys - Fight For Your Right To Party

We wkładce do swojej antologii The Sounds of Science chłopcy z Brooklynu napisali, że ta piosenki "ssie". Nie oszukujmy się, jak lubię Beastie Boys, tak tutaj tym bardziej po prostu zgadzam się z chłopakami. Przykładowo "No Sleep Till Brooklyn" jest genialne! ;) Mike D sam stwierdził, że cały ten tekst, że wszystko, co śpiewają... było po prostu głupie, ale i ironiczne. Niestety, wielu fanów odebrało ten utwór i teledysk totalnie na serio. No cóż, fanów się nie wybiera, a piosenkę można znienawidzić, nawet jeśli miała być swego rodzaju na opak protest songiem. 





The Pretenders - Brass In Pocket 

Frontmenka Chrissie Hynde wymyśliła w 1979 piosenkę, którą od razu znienawidziła. Była nie za specjalna i za razem... wyjątkowa. Koledzy z zespołu, menadżerka, producent, wytwórnia - wszyscy wyczuli w utworze potencjalny hit, który ściągnie na nich więcej pieniędzy. To samo czuła Hynde i właśnie dlatego tak go nienawidziła od samego powstania. Skwitowała swój twór jako "tak oczywisty", ale wiedziała też, że powstał w pełni świadomie. Piosenka tchnęła debiutancki album zespołu do sprzedaży płyt sięgającej platyny. "Nie chciałam ostatecznie tego kawałka na płycie, ale producent powiedział, że może go usunąć z playlisty po moim trupie". 





Celine Dion - My Heart Will Go On

Hit, który przyniósł jej niezły zarobek, który wypromował Titanica (11 oskarów!), który był najlepiej sprzedającym się singlem na świecie w 1988 roku. Jeszcze parę lat temu Celine mówiła, że jest dumna z tego, że "napisała klasyk". Obecnie ballada przyprawia piosenkarkę o mdłości. Aktorka grająca w filmie Rose, Kate Winslet, ma takie same odczucia. Uczestnictwo w promocji "Titanica 3D" okazało się dla aktorki torturą, ponieważ podczas wywiadu we włoskiej telewizji, została wywołana do wykonania tej piosenki na żywo tak jakby to ona, Kate Winslet, była autorką oryginału. Na dziwną prośbę prowadzących, zareagowała: "Nie! Nie zamierzam tego robić". Pianistka w studio telewizyjnym już zaczęła grać melodię z filmu...

Są jednak dobrzy ludzie na tym świecie. Dobrzy producenci, którzy chcą odczarować rzeczywistość. W jednym z odcinków amerykańskiego serialu "Supernatural" pojawił się anioł, który chciał cofnąć czas i uratować Titanica przed zatonięciem tylko po to, by Celine Dion nie musiała nigdy śpiewać "My Heart Will Go On". Inspiring! 





Flock of Seagulls - I Ran (So Far Away) 

Są dwa niepowtarzalne hity lat 80. warte zapamiętania, których frontmen Flocków Mike Score nienawidzi. Pierwsza to "I Ran (So Far Away), druga... to jego ekscentryczna fryzura. Wokalista podkreśla, że czuł się chory za każdym razem, jak słyszałm tłum krzyczący "I Ran! I Ran!", a pytanie jakie padało najczęściej do zespołu... dotyczyło właśnie jego fryzu. Podkreśla, że nigdy nie wróci do tego obcięcia, bo fryzura ta zawłaszczyła sobie odbiór jego osobowości w mediach. Przypominam, że powstała, kiedy Mike próbował stworzyć sobie na głowie "Tribute to David Bowie". O fryzie mówi się obecnie "wings haircut", a na wiki jako przedstawiciel tego typu uczesania widnieje Justin Bieber. Nie pytamy więcej, rozumiemy Mike!





John Mellencamp - Jack And Diane 

John Cougar nie potrafi wymienić dwóch bardziej popularnych postaci rock'n'rolla niż para, która pojawia się w jego tytule (przynajmniej tak wynika z jego wywiadu dla The Sun z 20018 roku). Jednak życie idzie dalej, no i nawet amerykański piosenkarz przyznaje, że ciągłe pisanie o tej parze, o ich odejściu, szczególnie tak ostatnio nadmuchane przez media... staje się po prostu męczące. Fikcyjna toksyczna miłość Jacka i Diane - o których w piosence napisał John w 1982 roku stała się wręcz popkulturowym motywem, na podstawie którego powstał w 2012 roku film "Jack i Diane" (jednak tytułowa Jack jest dziewczyną). Moc tekstu piosenki. Cougar podkreśla zatem, że może czuć się znudzony tym utworem, ale w gruncie rzeczy, to wymyślonym przez siebie postaciom zawdzięcza to, że przez 35 lat swojej kariery miał czym opłacać rachunki. "Nie mogę więc ich aż tak nienawidzić", przyznaje. 





Oasis - Wonderwall 

"Wonderwall!". Karaoke na rynku w Krakowie - Wonderwall. Pub z anglikami na rynku w Krakowie - Wonderwall. Pub z muzyką na żywo gdziekolwiek - Wonderwall. Radio Zet i już - Wonderwall. Wesele znajomych - Wonderwall. Muszę zacytować Liama w oryginale, bo zawsze mam ochotę wykrzyknąć to samo: “I can’t fucking stand that fucking song! Every time I have to sing it I want to gag,”





REM - Shiny Happy People 

Lider Michael Stipe nie jest zadowolony z tego hitu (btw: hit ma tyle lat co ja). ale chociaż przez pierwsze lata wypowiadał się w ostry sposób o niechęci do niego, tak ostatnimi czasy stwierdził, że należy szanować swoich fanów oraz ludzi, dla których znaczy on coś więcej. Sam mówi, że jest to muzyka "uboga w znaczenie", szczególnie dla niego. Cały zespół uznał, że utwór ten nie powinien się pojawić na ich kompilacji Greatest Hits. Nie miało to miejsca. "Shiny happy people holding hands, Shiny happy people laughing" - też się kiedyś zastanawiałam, dlaczego coś, co mogło zostać stworzone na próbie dla żartu, zostało włączone do oficjalnego wydawnictwa. Te chórki w refrenie, ten teledysk, to złoto i srebro jutra, które świeci. Podejrzewam, że piosenka miała być cyniczna, ironiczna, ale ponownie zawiódł tłum, który odebrał ją zbyt poważnie. Ła, REM się bawi i świeci. No cóż, fanów się nie wybiera. Niepoważnych piosenek się nie nagrywa. 








Co innego Britney Spears - po nagraniu płyty Femme Fatale, która różni się znacząco od jej poprzednich albumów, gwiazdka pop zdradziła w wywiadzie udzielonym magazynowi Rolling Stones jak bardzo płyta Femme Fatale przypadła do gustu jej dzieciom. "Pewnie, że dzieciom podoba się mój nowy album. Często widzę, jak tańczą do moich piosenek. (...) Nad każdym albumem pracuję bardzo długo. Jestem bardzo uparta i nie kończę pracy aż do momentu, gdy jestem w pełni zadowolona z tego, co usłyszę. Każda moja piosenka musi mnie wewnętrznie poruszyć i szczerze mówiąc, takich utworów jest bardzo niewiele. Myślę, że taki proces tworzenia jest najlepszy, bo znam mnóstwo artystów, którzy nienawidzą tego, co sami nagrywają. Ja nie mam z tym problemu." 

Byliście może zaskoczeni jeszcze którymś z artystów, który nienawidzi swoich piosenek, a Wy z kolei znacie je na pamięć? Kto na polskiej scenie muzycznej hejtuje własne dzieła i odmawia grania ich na koncertach? Kto ma zastrzeżone w umowie koncertowej, że nie zagra hitu z milionem wyświetleń? Znacie takich wykonawców? Czy Nosowska lubi śpiewać o naszych nadziejach, Kazik Staszewski o barankach, a Gawliński o Baśce z dużym biustem? Wiecie coś o tym? 


Niebawem więcej notek na studio 29/2 i wiele niespodzianek. 

Pozdrawiam, 
Kam.