poniedziałek, 13 października 2014

Muzycy, którzy nie cierpią swoich "najlepszych" kawałków | Artists Who Hated Their Biggest Hits

Sami doświadczyliśmy tego, że może się zdarzyć, że artysta po prostu znienawidzi swoje dzieło. Okazuje się, że wśród muzyków wielkiego formatu zdarza się to nagminnie. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że najczęściej utwór, którego artyści nienawidzą / wstydzą się / nie chcą go grać / przyprawia ich o mdłości... jest to akurat ten najbardziej kultowy w historii zespołu. Jak widać ukochane przez fanów hity nie zawsze muszą być ulubionymi samych muzyków. Ci którzy uczynili je sławnymi... nie zawsze czują to samo. Ciekawi mnie najbardziej fakt - kiedy to się dzieje? Po stworzeniu, po zagraniu, po nagraniu czegoś lepszego? Jak się znudzi, jak się ogra?






GunsN Roses - Sweet Child O Mine

Riff gitarowy z początku piosenki jest jednym z najbardziej rozpoznawanych na świecie, a Slash po prostu nie mógł go znieść. Mówi, że to przez to, jak kawałek powstał: "To był jakiś fuks, to miał być żart" przyznaje Slash. "Siedziałem robiąc głupie miny, udając idiotę, grałem sobie właśnie ten riff i wtedy Izzy zaczął grać te same akordy, które ja grałem, to samo bicie, ten sam rytm. No i Axelowi się spodobało. Nienawidziłem tej piosenki, bo była tak głupia... Nienawidziłem partii gitar. Teraz jest w tym więcej miłości, ale była szczera nienawiść".





Madonna - Like A Virgin

Madonna mówi, że nie może nawet patrzeć na to, jak śpiewa ten kawałek. "Nie jestem pewna czy w ogóle potrafiłabym zaśpiewać Holiday albo Like a Virgin jeszcze raz, kiedykolwiek" powiedziała podczas wywiadu dla nowojorskiego radia Z100. "Hmm, po prostu nie mogłabym - no chyba że ktoś mi za to zapłaci - jakieś 30 milionów dolarów czy coś w tym rodzaju". Madonna nie zdradza czemu nie chce już śpiewać tych utworów za żadne skarby. Kawałki niczego sobie, ale rzeczywiście ciężko sobie wyobrazić, że niemal sześćdziesięcioletnia Madonna (58 lat) śpiewa swoje "dziewicze" hity. "Z jakiegoś powodu dzieje się tak, ludzie myślą, że kiedy idziesz do restauracji albo na zakupy - marzysz o tym, żeby słyszeć swoje własne kawałki. Zazwyczaj puszczają Like a Virgin, a to jest ta jedyna, której nie chcę już słyszeć". Bardzo złe doświadczenia ma Madonna. Kiedy wchodzę do Galerii Krakowskiej nie słyszę na szczęście dżindżera.





Vanilla Ice - Ice, Ice Baby

Jak można znienawidzić swój JEDYNY hit, w dodatku na samplu od Queen i Davida Bowie? Vanilla Ice (właściwie to Robert Matthew Van Winkle), znany jako pierwszy - jeszcze przed Eminemem - biały amerykański raper, tak bardzo znienawidził swój kawałek, że w 1999 wdarł się do MTV, żeby zniszczyć oryginalne wideo i jakiekolwiek jego kopie. Niedługo potem odszedł na chwilę w zapomnienie. Jego kawałek po 9 latach od wydania, kiedy doczekał się teledysku (tego nieszczęsnego, który raper chciał zniszczyć), został okrzyknięty w rankingu VH1 i Blendera jako pięćdziesiąty z listy "50 Most Awesomely Bad Songs Ever". Już kilka lat później, w grudniu 2007, ten sam utwór uplasował się na 29. miejscu rankingu VH1 - 100 Greatest Songs of the 90's.





Led Zeppelin - Stairway To Heaven

Niby zawsze ma się dość, kiedy słyszy się początkującego muzyka brzdąkającego niepewnie na gitarze i grającego właśnie ten kawałek (opcjonalnie intro do Nothing Else Matters). Ale któż nie cieszy się, kiedy słyszy to w wykonaniu Led Zep? Z pewnością Robert Plant. "Wolałbym umrzeć w boleściach niż śpiewać ten kawałek na każdym koncercie. Napisałem ten tekst i piosenkę, wtedy miały ogromne znaczenie, tkwiła w nim jakaś konsekwencja, wtedy w 1971 roku. Ale 17 lat później? Hm, nie, to nie dla mnie." powiedział w 1988 w Los Angeles Times. Udawało się mu nie grać, między innymi podczas jednego koncertu w Londynie, kiedy zespół czuł, że publiczność chciałaby, żeby ten utwór został zagrany na bis, jako finał, Plant kazał gitarzyście (Jimmy Page) zagrać najdłuższą, epicką solówkę. Wybrał mniejsze zło. W 2002 roku Robert Plant zobowiązał się wysłać datek dla lokalnego radia w Portland, Oregon, które odmówiło puszczania piosenki “Stairway to Heaven”, o której sam mówił "pieprzona weselna ballada". 




Radiohead - Creep

Thom Yorke, wokalista i lider zespołu, stwierdził, że piosenka Creep jest w jego "Top 40 gównianych utworów" i stwierdził, że absolutnie nie chce jej wykonywać na żywo. Gitarzysta Jonny Greenwood podobno niecierpiał jej już w trakcie nagrywania, chciał sabotować piosenkę i uderzał w struny "strasznie ciężko", jak opowiadają muzycy, ale ostatecznie singiel ukazał się szerokiej publiczności. Yorke, podczas pierwszego większego, mainstreamowego koncertu zespołu w Montrealu, na życzenie fanów o zagranie "Creep" odkrzyknął "FUCK OFF, jesteśmy zmęczeni tym kawałkiem!". 





Bob Geldof - Do they Know it's Christmas? 

Trudno sobie wyobrazić także nienawiść do kawałka, który zjednoczył Michalea Jacksona, Stinga i Phila Collinsa. Utwór, który zgromadził na scenie 50 wykonawców... Raz do roku, jego twórca, irlandzki wokalista, autor tekstów piosenek, Bob Geldof, przeprasza za niego. "To jest jasne, pójdę do supermarketu, stanę oko w oko ze sprzedawcą mięsa, a ta piosenka będzie właśnie grała" powiedział dla Daily Mail. “Every f***ing Christmas.” Geldof czuje się odpowiedzialny za stworzenie dwóch najgorszych piosenek w historii. "Ta druga to We Are The World" mówi. No dobra. Racja. 





Miley Cyrus - Party In The USA

Miley trafiła na nagłówki gazet i portali plotkarskich, kiedy wściekła się, że w klubach gra się ciągle jej kawałek. "Dlaczego DJe grają mój kawałek w klubach, kiedy nie zagrałam jeszcze 80 tras koncertowych ani nie zaśpiewałam tej piosenki 10 bilionów razy? #overit" napisała na swoim twitterze. Zabroniła, zakazała, ależ groźba! "Irytuje mnie, że ludzie wchodzą na iTunes i słuchają mojej starej muzyki – tłumaczy Miley Cyrus. – Nie mogę tego wymazać i po prostu zacząć od nowa. Czuję się zupełnie odcięta od swojej ostatniej płyty, "Can't Be Tamed", nad którą pracowałam mając lat 16 albo 17. Teraz, jako 20-latka, nie znam już tamtej dziewczyny." W wypadku Miley ciężko jednak mówić o nienawiści do swojej piosenki, myślę, że była to swego rodzaju prowokacja. 

- Oh, czemu gracie mój kawałek po klubach? #overit

- Oh, Miley, bo jest wspaniały. #loveyou #geniusz #party 





Nirvana - Smells Like Teen Spirit

Cobain również zdradził w wywiadzie dla Rolling Stone, że miał wiele momentów, kiedy niepokoiło go granie tego kawałka. Czuł się zakłopotany, bo miał wrażenie, że wszyscy skupiali się tak bardzo tylko na tym jednym utworze, a nie na innych. Stwierdził, że chcąc nie chcąc się sprzedał. Stworzył coś, co jest "hitowe" i nie było mu z tym dobrze. Oj, Kurt, myślę, że przewracasz się w grobie słysząc zatem te wszystkie covery. 





Beastie Boys - Fight For Your Right To Party

We wkładce do swojej antologii The Sounds of Science chłopcy z Brooklynu napisali, że ta piosenki "ssie". Nie oszukujmy się, jak lubię Beastie Boys, tak tutaj tym bardziej po prostu zgadzam się z chłopakami. Przykładowo "No Sleep Till Brooklyn" jest genialne! ;) Mike D sam stwierdził, że cały ten tekst, że wszystko, co śpiewają... było po prostu głupie, ale i ironiczne. Niestety, wielu fanów odebrało ten utwór i teledysk totalnie na serio. No cóż, fanów się nie wybiera, a piosenkę można znienawidzić, nawet jeśli miała być swego rodzaju na opak protest songiem. 





The Pretenders - Brass In Pocket 

Frontmenka Chrissie Hynde wymyśliła w 1979 piosenkę, którą od razu znienawidziła. Była nie za specjalna i za razem... wyjątkowa. Koledzy z zespołu, menadżerka, producent, wytwórnia - wszyscy wyczuli w utworze potencjalny hit, który ściągnie na nich więcej pieniędzy. To samo czuła Hynde i właśnie dlatego tak go nienawidziła od samego powstania. Skwitowała swój twór jako "tak oczywisty", ale wiedziała też, że powstał w pełni świadomie. Piosenka tchnęła debiutancki album zespołu do sprzedaży płyt sięgającej platyny. "Nie chciałam ostatecznie tego kawałka na płycie, ale producent powiedział, że może go usunąć z playlisty po moim trupie". 





Celine Dion - My Heart Will Go On

Hit, który przyniósł jej niezły zarobek, który wypromował Titanica (11 oskarów!), który był najlepiej sprzedającym się singlem na świecie w 1988 roku. Jeszcze parę lat temu Celine mówiła, że jest dumna z tego, że "napisała klasyk". Obecnie ballada przyprawia piosenkarkę o mdłości. Aktorka grająca w filmie Rose, Kate Winslet, ma takie same odczucia. Uczestnictwo w promocji "Titanica 3D" okazało się dla aktorki torturą, ponieważ podczas wywiadu we włoskiej telewizji, została wywołana do wykonania tej piosenki na żywo tak jakby to ona, Kate Winslet, była autorką oryginału. Na dziwną prośbę prowadzących, zareagowała: "Nie! Nie zamierzam tego robić". Pianistka w studio telewizyjnym już zaczęła grać melodię z filmu...

Są jednak dobrzy ludzie na tym świecie. Dobrzy producenci, którzy chcą odczarować rzeczywistość. W jednym z odcinków amerykańskiego serialu "Supernatural" pojawił się anioł, który chciał cofnąć czas i uratować Titanica przed zatonięciem tylko po to, by Celine Dion nie musiała nigdy śpiewać "My Heart Will Go On". Inspiring! 





Flock of Seagulls - I Ran (So Far Away) 

Są dwa niepowtarzalne hity lat 80. warte zapamiętania, których frontmen Flocków Mike Score nienawidzi. Pierwsza to "I Ran (So Far Away), druga... to jego ekscentryczna fryzura. Wokalista podkreśla, że czuł się chory za każdym razem, jak słyszałm tłum krzyczący "I Ran! I Ran!", a pytanie jakie padało najczęściej do zespołu... dotyczyło właśnie jego fryzu. Podkreśla, że nigdy nie wróci do tego obcięcia, bo fryzura ta zawłaszczyła sobie odbiór jego osobowości w mediach. Przypominam, że powstała, kiedy Mike próbował stworzyć sobie na głowie "Tribute to David Bowie". O fryzie mówi się obecnie "wings haircut", a na wiki jako przedstawiciel tego typu uczesania widnieje Justin Bieber. Nie pytamy więcej, rozumiemy Mike!





John Mellencamp - Jack And Diane 

John Cougar nie potrafi wymienić dwóch bardziej popularnych postaci rock'n'rolla niż para, która pojawia się w jego tytule (przynajmniej tak wynika z jego wywiadu dla The Sun z 20018 roku). Jednak życie idzie dalej, no i nawet amerykański piosenkarz przyznaje, że ciągłe pisanie o tej parze, o ich odejściu, szczególnie tak ostatnio nadmuchane przez media... staje się po prostu męczące. Fikcyjna toksyczna miłość Jacka i Diane - o których w piosence napisał John w 1982 roku stała się wręcz popkulturowym motywem, na podstawie którego powstał w 2012 roku film "Jack i Diane" (jednak tytułowa Jack jest dziewczyną). Moc tekstu piosenki. Cougar podkreśla zatem, że może czuć się znudzony tym utworem, ale w gruncie rzeczy, to wymyślonym przez siebie postaciom zawdzięcza to, że przez 35 lat swojej kariery miał czym opłacać rachunki. "Nie mogę więc ich aż tak nienawidzić", przyznaje. 





Oasis - Wonderwall 

"Wonderwall!". Karaoke na rynku w Krakowie - Wonderwall. Pub z anglikami na rynku w Krakowie - Wonderwall. Pub z muzyką na żywo gdziekolwiek - Wonderwall. Radio Zet i już - Wonderwall. Wesele znajomych - Wonderwall. Muszę zacytować Liama w oryginale, bo zawsze mam ochotę wykrzyknąć to samo: “I can’t fucking stand that fucking song! Every time I have to sing it I want to gag,”





REM - Shiny Happy People 

Lider Michael Stipe nie jest zadowolony z tego hitu (btw: hit ma tyle lat co ja). ale chociaż przez pierwsze lata wypowiadał się w ostry sposób o niechęci do niego, tak ostatnimi czasy stwierdził, że należy szanować swoich fanów oraz ludzi, dla których znaczy on coś więcej. Sam mówi, że jest to muzyka "uboga w znaczenie", szczególnie dla niego. Cały zespół uznał, że utwór ten nie powinien się pojawić na ich kompilacji Greatest Hits. Nie miało to miejsca. "Shiny happy people holding hands, Shiny happy people laughing" - też się kiedyś zastanawiałam, dlaczego coś, co mogło zostać stworzone na próbie dla żartu, zostało włączone do oficjalnego wydawnictwa. Te chórki w refrenie, ten teledysk, to złoto i srebro jutra, które świeci. Podejrzewam, że piosenka miała być cyniczna, ironiczna, ale ponownie zawiódł tłum, który odebrał ją zbyt poważnie. Ła, REM się bawi i świeci. No cóż, fanów się nie wybiera. Niepoważnych piosenek się nie nagrywa. 








Co innego Britney Spears - po nagraniu płyty Femme Fatale, która różni się znacząco od jej poprzednich albumów, gwiazdka pop zdradziła w wywiadzie udzielonym magazynowi Rolling Stones jak bardzo płyta Femme Fatale przypadła do gustu jej dzieciom. "Pewnie, że dzieciom podoba się mój nowy album. Często widzę, jak tańczą do moich piosenek. (...) Nad każdym albumem pracuję bardzo długo. Jestem bardzo uparta i nie kończę pracy aż do momentu, gdy jestem w pełni zadowolona z tego, co usłyszę. Każda moja piosenka musi mnie wewnętrznie poruszyć i szczerze mówiąc, takich utworów jest bardzo niewiele. Myślę, że taki proces tworzenia jest najlepszy, bo znam mnóstwo artystów, którzy nienawidzą tego, co sami nagrywają. Ja nie mam z tym problemu." 

Byliście może zaskoczeni jeszcze którymś z artystów, który nienawidzi swoich piosenek, a Wy z kolei znacie je na pamięć? Kto na polskiej scenie muzycznej hejtuje własne dzieła i odmawia grania ich na koncertach? Kto ma zastrzeżone w umowie koncertowej, że nie zagra hitu z milionem wyświetleń? Znacie takich wykonawców? Czy Nosowska lubi śpiewać o naszych nadziejach, Kazik Staszewski o barankach, a Gawliński o Baśce z dużym biustem? Wiecie coś o tym? 


Niebawem więcej notek na studio 29/2 i wiele niespodzianek. 

Pozdrawiam, 
Kam. 

poniedziałek, 29 września 2014

dżindżer projekt featuring TY | nagrywamy pośmiertną płytę

Michael Jackson nagrał pośmiertną płytę z udziałem Justina Timberlake'a. Idąc za tym świetnym przykładem z góry postanowiliśmy zrealizować nasze dwa muzyczne marzenia:

  • stworzyć muzyczny kolektyw pełen dobrych dusz, naszych przyjaciół i muzyków, których podziwiamy,
  • nagrać producencką płytę, wyreżyserować ją, tworzyć całość z najlepiej wyselekcjonowanych części.





Specjalne zaproszenie i wiadomość możecie przeczytać poniżej:

"Kochani,

dżindżer projekt to coś czemu oddaliśmy serce, czas, umiejętności, nieprzespane noce i trochę pieniędzy. Mieliśmy w planach być nowym Sistars, grać na Open’erach i Glastonbury i mieli z nami robić wywiady Jools Holland i Artur Rawicz. Niespodziewanie, w środku trasy i przed nagraniem płyty, dżindżer projekt umarł śmiercią tragiczną.

Trzy lata istnienia zespołu, szczególnie w składzie Filip-Kamila-Ola-Bartek były niesamowicie rozwijające, przyniosły wiele dobrego dla każdego z nas. Zagraliśmy wiele koncertów dla przeróżnych publiczności, w wielu najróżniejszych miejscach/miastach. Nagraliśmy trochę materiału, większą część mogliście słyszeć tylko koncertowo, byliście i bawiliście się z nami. Ale to za mało.

Wydarzyły się pewne rzeczy, które sprawiły, że nie skończymy nagrywania “quick trip to the radio” tak, jak zaplanowaliśmy. Nasze priorytety pozostają jednak niezmienne. Są ludzie, dzięki którym nie zaczęłoby się to, co się kończy i nie będzie nic dalej - WY!

Zapraszamy Was do nagrania razem z nami ostatniej pośmiertnej płyty dżindżer projekt. 

IDEA PROJEKTU:

Kam., Filip i Bartek wchodzą do studia i nagrywają pojedyncze tracki numerów, które mieliśmy wydać: perkusja, sample, syntezator basowy, saksofon, odrobina klawiszy. Powstaje w ten sposób zapis sekcji rytmicznej i harmoniczna podstawa. Kamila dogrywa swoje zwrotki i refreny.

Potem WY wchodzicie do studia. Słuchacie tego, co nagraliśmy i decydujecie się, gdzie chcecie dołożyć cegiełkę od siebie. Dogrywasz nam swoje solo, dogrywasz nam riff, dośpiewujesz chórek albo okrzyk, rapujesz lub recytujesz, wybierasz kawałek, w którym chcesz coś pomącić, czy poimprowizować. Grasz na gitarze elektrycznej, basowej, na congach, na łyżce i widelcu, na trąbce, masz kwartet smyczkowy albo całą orkiestrę w zanadrzu? Chcesz dograć nawet jedną nutkę? Wpadnij. Chętnie udostęnimy Wam premiksy nagranych podstaw, ale bardzo nas jara opcja improwizacji w studio :)

Co potem? Kamila selekcjonuje i wybiera to, co od Was dostaliśmy najlepszego. Robi sample, loopy albo wykorzystuje całe dogrywki. 

Inspiracją dla tego zabiegu będą Derek Vincent Smith, producent kryjący się pod nazwą Pretty Lights, który podobnie tworzy i kolekcjonuje dźwięki oraz początki istnienia dżindżera, idea spontaniczności i nieprzewidywalności w muzyce - życie. 

Płytę wydajemy non-profit i prawdopodobnie tylko w Internecie (chyba, że uda się pozyskać jakieś źródło finansowania). Autor każdego wykorzystanego sampla będzie oczywiście odpowiednio wymieniony, doceniony i wycałowany. Przynajmniej część utworów doczeka się teledysków wiosną 2015. (...) 

Do tej pory graliśmy z wieloma wspaniałymi muzykami, którym serdecznie chcemy za to podziękować! 

Najcudowniejsze uściski i wiele miłych wspomnień, ogromne dzięki dla Mikołaja Kasprowicza, Piotrka Golemca (bas na “we just want to be heard” EP), Harry’ego Palusińskiego, Michała Korwina-Gajkowskiego, Grzesia Sipiory, Andrzeja Czarneckiego, Wojciecha Krzysztofa Skowrona, Radka Żelaznego (bas w “four a.m.”), Michała Wójcika, Tomasza Knapika, no i ostatecznie dla Kuby Sieńczyka, wspaniałego basisty, z którym zagraliśmy kilka świetnych koncertów i stworzyliśmy “krakow” i “prague” oraz dla Emilki Skrzypiec, bez której chórków nasze ostatnie kawałki nie brzmiałyby tak dobrze. Dziękujemy Wam mocno za każdą Waszą nutę! 

dżindżer projekt to także wiele innych osób zaangażowanych w “dzianie się”. Dziękujemy Wam wszystkim najmocniej na świecie - Natalce Olszańskiej (montaż wszystkiego, filmowanie, po prostu bycie obok), Magdzie Lutek (wideo “krakow”, brak słów), Jackowi Głowackiemu (za pierwszy recording na setkę), Grześkowi Tomaszewskiemu i Rafałowi Szumnemu (za czuwanie nad naszymi ostatnimi nagraniami w Studio Centrum), Michałowi Biegańskiemu (kilka wideo-obrazków i dużo wsparcia), Dominice Filipowicz (za wiele zdjęć koncertowych i ujęcia do four a.m.), i całej Krakowskiej Scenie Muzycznej, Mateuszowi Samolongowi (odpowiedź na fanowską wiadomość i możliwość zagrania kilku wspólnych koncertów z Big Fat Mamą i MA oraz wiele cennych rad), Asi Placie (Crackow Dudni), Mirkowi Żakowi, Maćkowi Chochołowi (dwie super sesje zdjęciowe), Gosi Rawskie i Krukowi (za winyl, jeszcze nie raz będzie użyty), organizatorom koncertów, menadżerom klubów, wszystkim recenzentom i redaktorom, którzy o nas pisali, wspominali, udostępniali i pomagali w promocji. Dziękujemy wszystkim zaangażowanym w każdy z klipów, każdy z projektów, w każde z wydarzeń z naszym udziałem. Pozdrawiamy też muzyków z innych poznanych i zaprzyjaźnionych zespołów, z którymi udało nam się grać. No i wiadomo, przyjaciołom i rodzinie, którzy bywali na koncertach, oferowali pomoc, nocleg, zawsze dobre słowo i mają mnóstwo wiary w to, co robimy. Jak kogoś pominęliśmy to przepraszamy. Obiecujemy - nie zawiedziemy :)


“Nie mówmy o problemach, załóżmy że ich nie ma
Nie miałem takich marzeń jakie miewam w dni teraz (...)
Nie odpalaj komputera żeby Nas zapytać jak żyjemy
Żyjemy tak jak słychać, dajemy radę nie potrzebujemy rad
Gramy historie każdego dnia, nie potrzebujemy lat
Potrzebujemy miast, 
dwóch rąk w górze, 
potrzebujemy Was
Jeszcze raz!”

Rasmentalism - Wdech, wydech 


PS. Końcem roku ten materiał zagramy raz, premierowo, pożegnalnie na żywo (z Wami)."

Kiedy ogłosiliśmy ten projekt minęła druga rocznica premiery naszej pierwszej i jedynej EP "we just want to be heard". Od sierpnia 2012 zmieniło się wszystko - od generalnej wizji muzyki po brzmienie werbla - i traktujemy to jako symptom rozwoju. "We just want to be heard" nie słucha nam się dzisiaj z łatwością i każdy z Was, kto sam tworzy, doskonale zna to uczucie. Jest to dla nas powód do zadowolenia i znak, że idziemy w dobrym kierunku. Jeżeli ktoś chce sobie zafundować sentymentalną podróż do przeszłości zapraszamy na naszego bandcampa.


* * * 


I stało się! Spotkaliśmy się w Studio Centrum (kiedyś na os. Centrum E - teraz pod nowym adresem os. Kolorowe 10), w którym właśnie trwa remont, a właściwie.. budowa! Najpierw przez parę dni nagrywaliśmy w trójkę sami - perkusję, bass z syntezatora, klawisze, wokal i wokale Emilki Skrzypiec. 14 i 15 września przyszedł czas na gości. Muzycy, którzy zgłosili chęć dogrania swojej nutki stawiali się z godziny na godzinę, nie było ani chwili, żeby studio było puste!

Był to niesamowicie wspaniały czas, niezwykle kreatywny i bardzo pobudzający do dalszej pracy. Wasze nazwiska zostały uwiecznione na naszym winylu, twarze i poczynania zostały uwiecznione na fotografiach od Marcina (zajrzyjcie na jego profil!), któremu serdecznie dziękujemy.









Chęć zaangażowania się w ten projekt przeszła nasze najśmielsze oczekiwania - chętnych wciąż przybywa, ciągle dostajemy wiadomości na temat tego, czy można dorzucić od siebie cegiełkę do powstania tych utworów. Wynika z tego, że wcale na "początku października" nie będzie można usłyszeć utworów publicznie. Nie spieszy się nam - chcemy, żeby było to dopracowane, dopieszczone :)

W październiku szykuje się zatem kolejny dzień nagrywania wspólnie ze znajomymi muzykami, nie zdradzimy ich nazwisk - zobaczycie to dopiero w fotogalerii. Póki co trzymajcie kciuki, żebyśmy zebrali nowe fundusze na dalsze nagrywanie. Już zaczynamy się zastanawiać nad crowdfundingiem, ale powstrzymuje nas myśl, że mamy już niejako crowdrecording.

Dzięki też wszystkim, którzy spotkali się z nami po nagraniach w Starej Zajezdni - było bardzo miło! Dawno nie mieliśmy okazji napić się piwa z tyloma wspaniałymi ludźmi, tyloma wspaniałymi muzykami, znajomymi i przyjaciółmi - taka ekipa zdarza się rzadko! :)

Na wszelkie pytania odpowiadamy, bądźmy w kontakcie :) Kto nie zdążył się wpisać na winyl - nie martwcie się, będzie na to szansa. Pamiętajcie, że na naszej dizajnerskiej stronie i zespołowym kanale youtube możecie znaleźć całą oficjalnie wydaną muzykę i klipy, merchant oraz szczegółowe info o wszystkim. Dużo tego nie ma ;)

kam & FPK