niedziela, 13 stycznia 2013

4 'zabawki' z dzieciństwa, które zawsze chciałeś dostać, ale nic z tego


hahah, kto by nie miał takich małych marzeń? postanowiłam je spełnić teraz, w ciągu najbliższych miesięcy, podobno dziecinnieję. moja lista ma cztery szczególne pozycje. 

1. śnieżna kula
2. konik na biegunach
3. pianino
4. kolejka

śnieżna (śniegowa, jak kto woli) kula, to nie taki prosty orzech do zgryzienia. długo szukałam, zanim znalazłam taką, jaka by mi się podobała. o co w niej chodzi? potrząsasz - sypie śnieżek. jak w kopciuszku. oczywiście nie chcę w środku mikołaja na saniach, reniferów, mikołajowego domku, śnieżynki w zielonej sukience czy innego zimowego/świątecznego/karnawałowego drobiazgu. marzę o kuli a) związanej z jakimś miastem, krakowem albo warszawą, bo są najsentymentalniejsze, b) ze zwierzątkiem w środku, np. wiewiórką?, c) z jakimś budynkiem, baleriną? szukając czegoś, co nie będzie plastikowym badziewiem trafiłam m.in. na poradnik, jak zrobić śnieżną kulę samemu ze słoika, na artykuł "o śnieżnej kuli nieco inaczej", na "całą prawdę o śnieżnej kuli", czyli historię i kilka co ciekawszych zdjęć, skąd cytuję: 
"bez wątpienia w śnieżnej kuli jest coś z magii. tylko tym bowiem da się wytłumaczyć jej ponad 200-letnią popularność. pierwsze egzemplarze pojawiły się na początku xix w., jednak furorę jako souvenir zrobiły dopiero w 1889 r., gdy w śnieżnej kuli pojawiły się miniaturki ledwo co wybudowanej wieży eiffle'a. od tego czasu wystrój wnętrz kuli nieustannie się zmieniał; zdążyły się przez nią przewinąć renifery, ludzie, kosmici, anioły (także i te upadłe), syrenki, dinozaury, a nawet zespół the beatles. od 1940 r. kula znalazła angaż w reklamie... w 2004 r. zaś w japonii powstało specjalne muzeum. w snow dome museum znajduje się aż 5000 kul śnieżnych, jednak tylko 400 sztuk zostało udostępnionych zwiedzającym."
no i w końcu trafiłam też na kulę moich marzeń w sklepie atelier brocante, którą można kupić tutaj (zostały jakieś pojedncze sztuki): link.  i przyznam, że gdybym miała taką małą wiewiórkę, byłabym przeszczęśliwa.





konik na biegunach. też ciężka sprawa, bo kiedy szukałam takich na sprzedaż, to te, które by mi się podobały, kosztowały majątki, a te, które były na całkiem moją kieszeń... były całe pluszowe? ;) rozczuliło mnie to, że zabawka ma swoją własną kategorię na allegro, a to już coś. znajdziecie koniki pod  dla dziecizabawkibujaki, skoczki › konie na biegunach <3 z tej samej "tradycji" mamy tam psy i koty na biegunach, pandy! na biegunach, zebry na biegunach, świnki na biegunach, pony, słonie i kaczki na biegunach. chyba jednak jestem tradycjonalistką i wolałabym konia wyglądającego jak koń, konik, albo "umownie". z najciekawszych trafiłam na zabawkę kosztującą parę tysięcy zł i zabawkę za kilkanaście zł. tę drugą postaram się kupić i... zdekupeżować! już widzę, jak to zrobię. na zdjęciach poniżej m.in. koń - zawieszka z brocante.pl, piękny koń w kratkę za kilka tysia ;), no i na samym końcu, biedniutki koń, z drewna koń na biegunach. tyle o drugiej xix-wiecznej zabawce. 







pianino. historię ta "zabawka" ma sporo dłuższą  niż poprzednie. kiedy byłam mała, strasznie chciałam grać na pianinie. miałam jego kiepski substytut - keyboard casio ;). może na dniach nie tak koniecznie będę kupowała sobie do mieszkania pianino, ale też pewien substytut - raczej tak. ostatnimi miesiącami zastanawiałam się długo nad zwykłą klawiaturą sterującą, ale o tym kiedy indziej. tymczasem, znalazłam stronę z mini pianinami. mianiaturkami robionymi na zamówienie. pianinka mają np. po dwie oktawy. moje dziecko z pewnością będzie miało taki sprzęt, oprócz tego, że odziedziczy jakieś moje syntezatory. znalazłam starą notkę o aukcji, na której wystawiono pianinko z moich marzeń. 




i na koniec kolejka! bardzo pożądana. nawet na stałe rozłożona w mieszkaniu, i jeżdżąca w kółko, i robiąca "ciuch, ciuch!". mogą się o nią potykać goście! kolejna dziewiętnastowieczna zabawka. zuza opowiadała mi kiedyś, że jest taka ustronna knajpka w jakimś mieście na słowacji, w której wisi taka kolejka pod sufitem. to musi wyglądać fantastycznie magicznie. pewnie takiej się nie dorobię, nie szybko. kolejki należą też do zabawek tak kolekcjonerskich, że ich ceny są czasem kosmiczne. jestem w stanie od biedy zaakceptować kolejkę drewnianą, w uproszczonej formie od ikei. lepsze to, niż plastikowe zamienniki. 





żeby pozostać w tym klimacie, proponuję trochę muzyki do posłuchania razem z pierwszą ekranizacją alicji w krainie czarów lewisa carrolla. akordy trochę niepokojące, bo uświadomiłam sobie, że te moje wymienione zabawki też są jakieś take "skrzypiące", trochę przerażające, trochę nieatestowane, mniej bezpieczne niż pluszowo-gąbkowo-plastikowe misiaki. 





a o jakich prezentach wy marzyliście, a jakoś nigdy się nie zdarzyło, żebyście byli w posiadaniu wydumanego cudeńka? jestem ciekawa, czy tylko ja nie bardzo śmiałam się z kolejnej lalki barbie, czy jestem trochę dziwna ;) 

to moje wyzwanie dla blogerów. zabawa w pisanie o zabawkach. po świętach już prawie miesiąc. jak napiszecie o zabawkach, to podzielcie się tym ze mną w komentarzu. 


kam.

3 komentarze:

Małgorzata R pisze...

Eee, ja tam nie mialam takich wintydz pomyslow za mlodu. Przez kilka lat marzylam o tym, zeby dostac baby borna. Nidy nie potrafilam pojac, w jaki sposob ta lalka wydala. Mocz, okej, to zrozumiale, ale jak do cholery robila kupe?! No i jeszcze o chomiku marzylam dlugi czas. Wszystkie kolezanki z osiedla mialy jakies gryzonie, a mi mama nie pozwalala :(
Ooooo, pamietam, ze kiedys byla jeszcze taka obrzydliwa lalka barbie w ciazy. Mozna bylo otworzyc jej brzuch i wyjac z niej bobasa. Te paskudna lalke tez chcialam miec! I jeszcze taka dmuchana pilke z rogami, zeby mozna bylo na niej skakac. Mialam pilke dmuchana, ale do cwiczen, wiec nie miala rogow i nie dalo sie na niej hopsac :(
W sumie taka pilke wciaz chcialabym miec. Moze nawet ja sobie kupie i bede wkurzac sasiadow z dolu.
A wiesz, ze ja mialam drewnianego konika na biegunach i sniezna kulke (do kuli jej troche brakowalo) z miasteczkiem w srodku! Szkoda tylko, ze zaginely, bo moglabym je Tobie podarowac. Co prawda konik byl dziwacznie pomalowawy, ale zawsze moglabys go przemalowac.

kamila b. pisze...

a widzisz, taką piłkę do skakania miałam! za to tych sikająco-wydalających lalek nawet nie chciałam, choć mi je proponowano ;) Z tych mniej wintydż pomysłów... (a może dalej trochę vintydż) marzyłam o domku dla lalek i pamiętam, że zrobiłam taki prowizoryczny z dziadkiem z desek. miałam taki katalog wszelkich dodatków do barbie i były tam cabriolety, konie, baseny. ale nigdy nie "skompletowałam" takiej willi.

straszna szkoda, że się gdzieś zagubiły :( rzeczywiście mogłabym sobie przemalować. będę szukała po starociach.

Izzz wstrząśnięta-niezmieszana pisze...

hej kam! no to mam zagwozdkę, bo mi wyszło, że szczęśliwe dziecko ze mnie było. chciałam konia na biegunach - się trafił, domek dla lalek - sama sobie zrobiłam, wielki bobas mi się marzył do tulenia w łóżku - taszczyłam go przez pół miasta na plecach, z radością. skaczącą piłkę chciałam - dostał brat (była podbierana), podobnie kolejka - też hulała we wspólnym pokoju. no normalnie na bogato, choć na biednie w sumie. bo to wszystko wyczekane, długo, długo. aaa, jednak mi się przypomniało - jednej rzeczy nie dostałam (i w sumie się cieszę)- lalki Barbie. Petra mnie za to straszyła po nocach (jej brzydsza, zastępcza wersja).